comment 0

#591; Latem

P1030477

Lato potrafi być bardzo stresujące, nieprawdaż? Jako że lato jest dla mnie często początkiem nowego roku i nowym początkiem w ogóle, planuję sobie bardzo dużo rzeczy – oto nauczę się szyć, piec, gotować, marynować i faszerować dziką świnię. Potem wygląda to tak, że zamiast cieszyć się tym latem, mam wyrzuty sumienia i bujając się (lub już tylko bezwładnie wisząc) w hamaku na działce stresuję się, czy czasem nie powinnam maszerować z kijami wzdłuż plaży, kąpać się w morzu przy zachodzie słońca albo wypróbowywać jakiś nowy przepis. Tymczasem zastała mnie połowa sierpnia, a ja tego bananowego chleba jeszcze nie upiekłam.

Miałam tyle urlopu, że zdążyłam w międzyczasie załapać coś na kształt depresji. Nie wiem, czy to normalne. Tyle wolnego czasu, tyle przestrzeni dla moich myśli, tyle swobody i nicniemuszenia, że aż mi się zrobiło z tym wszystkim niewygodnie.

Niewygodnie jest mi też w sensie, że to już nie moje cztery kąty. Nie mogę się tutaj skupić. Nie sypiam rewelacyjnie. Chciałabym coś zmienić, ale nie mogę. Zdążyłam się pod względem estetycznym nieco rozpuścić przez ten ostatni rok, kiedy to mogłam się wyżyć na moich 11 metrach (wow) i zastanawiać się, jakiego koloru i rodzaju kwiatek chciałabym dokupić do mojej kolekcji. W moim życiu na 11 metrach, że tak to dramatycznie nazwę, przeprowadzam gruntowne porządki w szafie i w pokoju przynajmniej raz w miesiącu. Tutaj – dla porównania – nie można nic ruszyć, wszystko jest potrzebne, jak nie teraz to kiedyś, może na działkę, a w ogóle jak będę miała swoje mieszkanie to sobie będę wyrzucała i jak mi się nie podoba to mogę się pakować i do widzenia.

No tak, wszyscy znamy te teksty.

Siedzę na spakowanej walizce. Relaksuję się ostatni wieczór. Zastanawiam się, czy opłaca mi się zaczynać dzisiaj nową książkę. Lubię ten moment, kiedy pociąg rusza, a przede mną przynajmniej sześć godzin w pociągu, a ja otwieram książkę. Podróż upływa w rytmie kolejnych rozdziałów.

Zawsze przed urlopem, a już w ogóle przed przyjazdem do Świnoujścia, mam wizję leniwych poranków i błogich wieczorów, filiżanka kawy w kawiarni i przyglądanie się ludziom na ulicy. Nigdy tak nie robię, gdziekolwiek bym nie była, w Świno to już w ogóle. Kawa – owszem, ale o innej porze i w innych okolicznościach przyrody, raczej mało ma to wspólnego z celebracją chwili. Może ma to związek z tym, że w Świnoujściu jestem u rodziców, gdzie jemy razem śniadanie i wspólnie planujemy dzień. Miałabym rzucić to wszystko i wyjść do kawiarni, która wcale nie jest za rogiem i tam napić się kawy? Dręczona letnimi wyrzutami sumienia wybrałam się w samo południe na spacer na plażę. Wróciłam zmęczona i raczej zniechęcona. Te tabuny ludzi! Te wypełnione po brzeg restauracje! Z relaksem ma to mało wspólnego, szybko chciałam wracać do domu.

Trochę cieszę się wracam. Może załapię się jeszcze na parę leniwych letnich dni w Halle. 

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s