comment 0

#600; L’horreur

W sobotę 14 listopada, w poranek moich urodzin, zbudziłam się wcześnie rano, wypoczęta. Cieszyłam się na nowy dzień, były w końcu moje urodziny. Była ósma, więc pomyślałam, że mam jeszcze wystarczająco dużo czasu na lekką poranną lekturę. Odruchowo w pierwszej kolejności włączyłam wiadomości w internecie, a wszystkie portale były pełne pierwszych, nie zawsze sprawdzonych jeszcze, doniesień z Paryża. Bilans zabitych, pierwsze zdjęcia, niezwyczajnie opustoszałe miasto… Zaczęłam śledzić te informacje, ale w końcu odłożyłam komputer i zajęłam się sobą, celebrowaniem mojego dnia.

W ciągu dnia zorientowałam się, że te ataki w Paryżu nie dają mi spokoju. Z czasem pierwsze ofiary zostały zidentyfikowane. Na różnych portalach pojawiły się ich zdjęcia, ich profile w social media, po upływie kilku godzin ich krótkie biografie – studiowała design, 23 lata, bilety na koncert w prezencie urodzinowym, spontaniczny wypad na piwo do kawiarni, świętowanie urodzin w restauracji…

Dwie ostatnie noce spałam mało i źle. Miałam przed oczami twarze tych ludzi, myślałam o tym nieszczęsnym losie. Ja też byłam w piątek wieczorem w kinie, a potem coś zjeść. Nie było to nic nadzwyczajnego, mniej więcej to, co wszyscy robią w piątkowy wieczór. Ci ludzie też udali się na koncert, na który być może czekali z niecierpliwością. Poszli do restauracji. Ktoś może dostał awans, może komuś się urodziło dziecko, ktoś może bierze ślub i chciał wręczyć zaproszenia…

Pamiętam dobrze okoliczności styczniowego zamachu na redakcję Charlie Hebdo. Wtedy byłam o tyle bardziej zaszokowana, że byłam w Paryżu jeszcze 4 stycznia (zamach nastąpił 7-go). Byłam w tej samej dzielnicy, w pobliskiej kawiarence. Nie działo się nic nadzwyczajnego. Miasto pogrążone było jeszcze w noworocznych celebracjach, panował dość radosny i energiczny nastrój, jak to zazwyczaj bywa w dużym mieście. Potem na tych samych ulicach, przy wszystkich stacjach metra i na placach, które ledwie kilka dni temu niechętnie fotografowałam, bo było tak zimno, że aż szkoda było zdejmować rękawiczki, wypełnione były uzbrojonymi policjantami. Poruszała mnie ta spontaniczność Francuzów, te ich wspólne marsze i pokojowe demonstracje.

Pamiętam zamach na wyspie Utoya, gdzie psychopata zastrzelił dzieci przebywające na letnim obozie. Media po każdym takim wydarzeniu publikują listę ofiar, wraz z ich zdjęciem, nieczęsto z Facebooka, ostatnim tweetem, szukają ich śladów w internecie, niech to będzie w postaci bloga lub profilu na LinkedIn. Zawsze oglądam te zdjęcia, które tak mnie chwytają za serce. Bo wiem, że to mógł być przecież każdy. To mogłam być też ja.

O ile w całym tym smutku widzę pewną właściwość – Charlie Hebdo publikował karykatury Mahometa, a na wyspie Utoya była młodzieżówka liberalnej partii niesprzeciwiającej się imigracji – tak zupełnie nie rozumiem tych obecnych ataków w Paryżu. Ludzie w kawiarni, na koncercie i na meczu. Widzę to jako zamach na cały wschodni świat, na inny styl życia, na tą wolność i radość z życia.

Na szczęście mieszkam obecnie w małej miejscowości, gdzie wiem, że się nic nie wydarzy, bo stagnacja sięga tu granic zenitu. Nie wyobrażam sobie jednak mieszkać teraz w Paryżu bądź w innym europejskim mieście. Bałabym się. Boję się też teraz, bo Francja czy też Belgia, dokąd prowadzi ślad tych zamachowców, jest tak niedaleko.

Boję się świata za 20-30 lat. Jeżeli czytam, że ci zamachowcy urodzili się w Belgii bądź Francji, żyli i mieszkali tam przez 20 lat i mimo to byli podatni na radykalnych islamistów z drugiego końca świata, to nie wiem, gdzie jest tu błąd. Boję się świata za 20-30 lat, bo wiem, że się zmieni, tylko jeszcze nie wiem, w którym kierunku. Co będzie z tą ogromną ilością uchodźców w Europie?

Niby wiem, że strach i panika jest tym, czego ci psychiczni terroryści chcą, ale jak można się nie bać? Paryżanie organizują dzisiaj akcję Tout au Bistrot, która ma zachęcić ludzi do wyjścia do knajpy czy restauracji, wspomóc restauratorów i pokazać, że się nie boją i że życie toczy się dalej. Także na tarasie w knajpie. Wspaniała inicjatywa. Siedzę tutaj oddalona o kilkaset kilometrów od Paryża i się boję. Czy oni naprawdę się nie boją, mieszkając w tym samym mieście bądź bezpośrednim sąsiedztwie miejsc zbrodni?

Staram się tak intensywnie nie śledzić wieści z Paryża. Staram się zajmować innymi rzeczami. By oderwać myśli wypożyczyłam kilka komedii romantycznych.

Cały czas zadaję sobie pytanie, czy to świat w ostatnich latach jest taki okrutny czy to ja w międzyczasie dojrzałam i zaczęłam się interesować światem poza moim dziecięcym pokojem i moim podwórkiem?

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s