comment 0

#603; Grudzień

Zimne dni mają w sobie coś takiego, co sprawia, że mam ochotę przebierać się w futra, malować usta w dramatycznie ciemne kolory i sama sobie obcinać włosy. Dzisiaj spontaniczne ścięłam sobie grzywkę. Wyszło mi całkiem nieźle, zważywszy, że w międzyczasie otworzyłam drzwi listonoszowi, odebrałam paczkę i gotowałam makaron. Potem poszłam jednak na ratunek do fryzjera, tylko po to, by wyjść stamtąd z fryzurą niczym młoda Angela Merkel, jak to z humorem była uprzejma skomentować moja współlokatorka. Grudzień ma też to do siebie, że nie przeżywa się go w pełni świadomie. Ledwie początek grudnia, a już planuje się świąteczne wyjazdy. Dni upływają na przygotowywaniu prezentów i zdobieniu świątecznych kartek. Wstępne planowanie kreacji na święta, tylko po to, by potem w lekko napiętej atmosferze i z pustym portfelem zasiąść przy wigilijnym stole i zastanawiać się, czy do końca roku trzeba będzie jeszcze wydać jakieś pieniądze i ta przeogromna masa jedzenia wystarczy przynajmniej do Trzech Króli.

Znowu powątpiewam w sens obranej przeze mnie ścieżki życiowej. Nadal, regularnie od niemal pięciu lat, uczęszczam na zajęcia z dziedziny lingwistyki, których jedynym celem jest wpisanie swojego nazwiska obok jakiejś daty, a potem przez możliwie długo, maksymalnie acz dziewięćdziesiąt minut, referować na temat języka młodzieżowego, języka w internecie itd. Potem należy wdać się w pseudodyskusję na ten temat przytaczając przykłady z przeróżnych seriali, gier i książek fantasy. Jako ukoronowanie niektórych zajęć piszę czasami prace semestralne, których całe piętnaście stron to lustrzane odbicie mojego zwątpienia. Ostatnie takie wiekopomne dzieło było o pisaniu. Pisałam pracę o pisaniu. Cóż za kuriozum! Frustrujące jest to tym bardziej, że zrobiłam sobie to na własne życzenie. Zrób sobie jakąś krzywdę, chyba.

Doszłam dzisiaj do wniosku, że moje życie generalnie nie ma za bardzo sensu. Niektórzy ludzie mają jakieś hobby, są wierzący, trzymają dietę, lubią gotować, udzielają się charytatywnie w schronisku dla bezdomnych kotów. Ja nie robię nic. Już w czwartek popołudniu jestem lekko zdołowana, bo oto kończy się tydzień roboczy i zaczyna się tydzień, czyli festiwal nadmiaru wolnego czasu, czasu z którym nie mam co zrobić. Tak, studiuję. Robię magistra, ba, kończę nawet. Tak, mam nawet pracę na dodatek. Zazwyczaj zalegam z pracami semestralnymi, cały czas nadrabiam jakieś zaległości, powinnam więc mieć co robić. To wszystko nie wystarcza jednak na wypełnienie mi wolnego czasu. Chodzę czasami na ciekawe wykłady na uczelni lub na zaangażowane filmy, jak np. ten niedawno – The Real Cost of Cheap Fashion. To wszystko nie wystarcza. Doskwiera mi niesamowicie to, że potem przychodzę do domu i nic. Włączę komputer, włączę radio, ustawię ten komputer gdzieś w zasięgu ręki, włączę lampki świąteczne i wszystkie pomniejsze lampki w moim pokoju i będę się cieszyć, że taka ładna muzyka wieczorem leci w radiu. Kupię sobie świeże kwiaty i będę się w duchu zachwycać, jakie przepiękne te róże w tym geometrycznym wazonie, ale to też na nic. Słyszałam kilka razy spostrzeżenia pod moim adresem, że ja to mam fajnie. W rozjazdach, tu i tam, moje życie to przecież jedna wielka przygoda. Otóż tak się tylko wydaje. Nie przynależę obecnie nigdzie, nigdzie nie czuję się w domu. Czuję się wyjątkowo dobrze, błogo wręcz, w moim 10-metrowym pokoju, a to też nowum. A to też jeszcze nie dom.

Z drugiej strony wiem, że inni ludzie mają tak samo. Też muszą się zadowalać swoim własnym towarzystwem. Też oglądają samotnie film wieczorem w łóżku, a potem zasypiają z ciepłym laptopem. Grają w grę do wczesnych godzin rannych, potem idą spać i zadowoleni z siebie przesypiają pół dnia. Potem muszą przecierpieć jeszcze tylko połowę. Nie jestem sama w tej samotności. Z drugiej strony jestem świadoma tego, że nie musi tak być. W życiu nie wolno trwać w bezsensownych interwałach. Jeżeli książka ci się nie podoba to jej nie kończ. Chcesz zawiesić obraz na ścianie – zawieś, nie zastanawiaj się, czy można wbijać gwoździe. Można! W restauracji w menu nie ma nic dla ciebie – wyjdź. Mieszkanie jednak ci się nie podoba – przeprowadź się. Zmień miasto. Zmień fryzurę. Samochód. Dietę. Partnera. Można.

Niby nie widzę w życiu żadnych przeszkód. Jak chcesz to rób. Idź, zobacz, czy fajnie. Rzuć się na głęboką wodę, martwić będziesz się potem. Teraz jednak mam uczucie, że ta przeze mnie osobiście ukuta reguła mnie nie dotyczy. Ja teraz nie mogę nic innego niż trwać w tym bezkresnym letargu, bo raz już rzuciłam studia magisterskie, więc teraz muszę wiernie i wytrwale przeczekać, tylko po to, by stworzyć trzydzieści stron farmazonu, obnażyć się wszelakim profesorom i tym aspirującym pseudonaukowcom, potem odebrać dyplom i wsunąć go dyskretnie na półkę regału, gdzie już tego typu kwitki się znajdują.

Lubię moje życie i siebie w nim, ale nie tutaj. Nie lubię mojego życia tutaj, mam wrażenie, że to nie do końca jestem ja.

Chociaż z drugiej strony nie wiedziałabym co począć innego. Do tej pory diagnozowałam moją przypadłość jako niejakie zmęczenie rutyną. Wtedy wystarczyło wyjechać gdzieś na weekend, chociażby pojechać przespacerować się po Lipsku, napić się kawy. Zmienić otoczenie i popatrzeć na innych ludzi. Potem było fajnie na jakiś czas. Na kolejnych kilka dni. Póki nie otrzeźwiałam i nie zorientowałam się, że to nie o to w życiu chodzi. Postrzegam pewną regularność i stereotypowość w moim obecnym życiu, co mi uwiera niczym kula u nogi. Nie lubię konwenansów, nie będę. Dlatego wyjeżdżam do Gruzji.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s