comment 0

#608; Make it happen

Postanowiłam sobie, że moje motto na nadchodzący rok to “Make it happen” lub w wolnym tłumaczeniu na polski – niech się stanie. Infantylny tekst, który hurtem produkowany jest na kaligrafowananych w esy-floresy  grafikach (i pewnie tylko dlatego go cytuję) znaczy w gruncie rzeczy bardzo dużo. Szczególnie w kwestii miejsca zamieszkania.

Samo to, że mieszkamy w Paryżu czy Londynie nie uczyni naszego życia niesamowitym. Możemy mieszkać we wspaniałym mieszkaniu, na którego czynsz ledwie nas stać i zaglądać w okna ludziom w kamienicy po przeciwnej stronie ulicy podpatrując ich wspaniałe życie, ich regały aż po sufit wypełnione pięknymi wydawnictwami i ich kaczkę w pięciu smakach na kolację. My w tym samym czasie spędzamy wieczory w domu garściami czerpiąc z darmowych luksusów dzisiejszej globalizacji – telefonujemy na skypie, bo za darmo, dalej podglądamy cudze życie na instragramie lub na youtubie, przyczyniając się tylko do tego, że życie tych fabulous ludzi będzie jeszcze bardziej fabulous, a nasze własne jeszcze bardziej mizerne. Bez dwóch zdań, większe miasta mają o wiele więcej do zaoferowania niż mniejsze miejscowości pod kątem choćby kultury, ale nie wiem, czy statystyczny mieszkaniec takiego Paryża z klasy niższej lub średniej odwiedza te muzea tak regularnie? W Halle np. też jest kilka muzeów, a chodzę tam sporadycznie. Błąd! Dlaczegóż? W tym samym czasie, kiedy przy sobotnim śniadaniu zaczynam narzekać, że nie ma co robić, mogłabym być już w drodze do muzeum, czyż nie?

Mam wrażenie, że niektórzy ludzie przywiązują zbyt dużą wagę do miejsca zamieszkania i na tym budują swój kompleks. To, że mieszkam w małej miejscowości nie oznacza, że nie mogę jeść croissanta na śniadanie. Tak samo to, że mieszkam w Paryżu niczym nie przeszkadza mi w tym, żeby obżreć się od góry do dołu w McDonaldzie a nie w le bistrot.

Mieszkam w Halle an der Saale i szykuję się już na (kolejny) najcudowniejszy rok mojego życia!

Co mi przeszkadza w tym, żeby nie roztapiać czekolady w kąpieli wodnej i nie podawać jej w tych małych filiżankach ze szczyptą chilli i cynamonu? Dlaczego niby nie mogę ugotować rosołu (a chociaż spróbować, bo zawsze może nie wyjść?). A nie mogę zrobić pierogów? A spotykać się z ludźmi na brunch w niedzielę?

Mam te 25 lat rocznikowo i czuję już od dobrych kilku lat, że ten czas nadszedł. Na wieszanie sobie obrazów na ścianie (nie zastanawiać się kilka lat, czy można wbijać gwoździe w mieszkaniu), na kupowanie sobie ładnych rzeczy do pokoju i porządnych butów. Na parzenie herbaty w dzbanku i podawanie jej w filiżankach i na tacy. Na uzupełnianie domowej biblioteczki klasyką literatury światowej. Na stworzenie w ogóle domowej biblioteczki. Dorosłość można definiować wielorako – dla mnie było to robienie pierogów. Pokusiłam się otóż w zeszły weekend na pierogi ruskie. Zerknęłam tylko na przepis, ale wiedziałam przecież doskonale jak zawsze robi je moja mama. I że do farszu dodaje się jeszcze czosnek, tak jak oglądaliśmy raz w Kuchennych Rewolucjach. Cała produkcja zajęła dobre dwie godziny. Ciasto nie jest zbyt wymagające, bo trzeba tylko zalać mąkę gorącą wodą i ugniatać, ale farsz był trudniejszy niż mi się wydawało. Po wielu próbach, po podsmażaniu kolejnych cebul i doprawiania bez końca, mój farsz nadal nie smakował tak jak ten mojej mamy. Ale było bosko! Lepiliśmy razem te pierogi, przyłączył się też miły kolega-współlokator, leciała sobie muzyczka, było sobotnie popołudnie i było tak cudownie rodzinnie! A potem stały te pierogi takie tłuste i takie dumne na kuchennym stole i było cudownie!

Robię tak od kilku już lat, ale czasem dobrze się uszczypnąć i sobie uświadomić.

Wczoraj spontanicznie zakupiłam w księgarni kolorowankę dla dorosłych. Widziałam ją już na wielu blogach i zdjęciach w internecie, ale postanowiłam i ja dać jej szansę. Zaczęłam ją kolorować wieczorem w łóżku tuż przed pójściem spać. W czasie, gdzie normalnie czytam książkę. Czas, który staram się spędzać bez komputera, bo od tego sławetnego niebieskiego światła potem nie mogę zasnąć. Świetna zabawa! Dodatkowo zakupiłam sobie nowiutki komplet kredek i złapałam się na tym, że długi czas zastanawiałam się, od jakiego koloru zacząć. Ten dylemat kolorystyczny, tak dobrze znany z dzieciństwa! Generalnie w moim obecnym (dorosłym) życiu bawię się nieco innymi kolorami, wszak nie ubieram się w kolory różowe czy żółte, kubki do herbaty albo dekoracja wnętrz jest też w zgoła innych kolorach. Niemniej jednak miło było pozastanawiać się dłuższą chwilę, czy żółty naprawdę pasuje do niebieskiego. Potem malowałam jeden szlaczek konsekwentnie na intensywny niebieski, poprzerywany niedużymi okręgami. Nie minęło może nawet kilka minut, a ja złapałam się na tym, że już się niecierpliwię! Ile jeszcze, przecież ten szlaczek nie jest nawet taki długi!

Widać, przydało mi się to ćwiczenie, ja też muszę ćwiczyć uważność (mindfulness).

Czy ktoś w ogóle jeszcze pamięta, że jest nowy rok? Minęła już euforia? Minęły postanowienia noworoczne? Ja codziennie staram się przypominać sobie datę. Tak też ćwiczę uważność. Mówię sobie, zobacz, jest luty, jest zima, zimą też można się cieszyć. Najczęściej łapię się na tym przy jedzeniu, szczególnie gdy jadam w mensie albo jakiejś knajpie. Pochłaniam to jedzenie czytając przy okazji cokolwiek wpadnie mi w ręce, a po 10 minutach jestem znów głodna i myślę sobie, że to jedzenie pewnie takie dziwne, jakieś sztuczne, że nawet nie syci. Dziwne jest otóż moje roztrzepanie – nie powinno się rozpraszać przy jedzeniu, wtedy nie odbieramy tego jedzenia wszystkimi zmysłami i stąd to pozorne uczucie głodu. Zdarza mi się też pochłonąć paczkę chipsów i nawet tego nie zarejestrować. Okej, okej – chipsów nie powinno się jeść, bo to sama chemia, a co dopiero rozkoszować się nimi – toć to grzech! – jednak moment, w którym wciągam paczkę ostrych chipsów i nawet tego nie rejestruję jest daje jednak nieco do myślenia względem uważności…

A więc tak, pomyślności i uważności w nowym roku! Oby nam się.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s