comment 0

#614; A new beginning

Zwolnili mnie z pracy.

Dobre, co? Pierwszy raz przytrafiła mi się taka sytuacja, bo pierwszy raz w życiu miałam też pracę, która trwała dłużej niż wakacje, czyli maksymalnie do końca sierpnia. Zdziwiłam się lekko, bo nic tego nie zapowiadało. Przyszłam pewnego razu, szef zaszedł do mnie z wypowiedzeniem w ręku i rozpoczął dość dziwny i nieporadny potok słów, który w sumie trwał może dwie minuty. W ciągu tych oto rzeczonych dwóch minut, podpisałam wypowiedzenie, zgodziłam się na wszystko, poprzytakiwałam radośnie i nawet zdołałam się uśmiechnąć ukazując zęby, dopiero po chwili dotarło do mnie, co się właściwie stało. A był ładny i słoneczny piątek.

Najgorszy w tym wszystkim nie był sam fakt zwolnienia. Nie było tragedii. Nie była to praca moich marzeń i ja sama borykałam się od dłuższego już czasu z myślą, żeby się zwolnić i poszukać czegoś bardziej satysfakcjonującego, ale popołudniami zawsze było mi jakoś szkoda czasu na pisanie nowego listu motywacyjnego i na szukanie czegokolwiek. Chujowe było to, że musiałam tam potem nawet tego dnia jeszcze siedzieć i się uśmiechać, powiedzmy. Potem przyszłam jeszcze kilka razy, a wszyscy – zapewne na stosowne polecenie – jakby mnie ignorowali, to znaczy nikt nie zwracał się do mnie z jakimś poleceniem, tylko do nowej koleżanki. Najgorsza była właśnie nowa koleżanka. Osoba, którą się pojawiła pewnego dnia, której ja potem cały dzień objaśniałam najważniejsze rzeczy, a potem przez nią zostałam też zwolniona. I siedziałam tam i było mi potem bardzo niezręcznie, bo z jednej strony mogłabym ten czas wspaniale inaczej wykorzystać, z drugiej strony zadziwiło mnie to, jak bardzo nagle zmieniła się atmosfera i nastawienie do mnie, a przez cały ten czas widziałam osobę, która czekała na moje miejsce.

Chujowe było też to, że dość skrupulatnie zaplanowałam już nawet moją najbliższą przyszłość składającą się z pisania pracy magisterskiej, chodzenia do pracy, gotowania co kilka dni na kilka dni w przód i okazjonalny sport. Przez to zwolnienie ostatni tydzień okazał się dla mnie dość turbulentny, bo zostałam wybita z rytmu. Nagle nie robiłam już researchu do mojej pracy, nie czytałam nic ciekawego, nie ugotowałam fajnych rzeczy. Wydałam też więcej pieniędzy niż zakłada mój zrównoważony plan oszczędzania, bo chodziłam pogrążona w myślach i lekkomyślnie wydawałam pieniądze, szczególnie w drogerii. Kupiłam sobie modną ostatnio paletę do konturowania twarzy, ale nie wiem, czy odpowiedni kolor – wybrałam ten możliwie popielaty – nie wiem, czy widać jakikolwiek efekt i czy się tym nie oszpecam, ale czuję się dorosła kupując makijaż.

W piątek mnie zwolnili, a we wtorek o 8:30 miałam już nową pracę. O wiele lepszą, o wiele bardziej satysfakcjonującą, o niebo lepiej płatną. Będę prowadzić kurs niemieckiego. Lepiej być nie mogło, bo oto znalazłam pod koniec studiów pracę, w której zdobywam realne doświadczenie – co w tej dziedzinie i w obecnej sytuacji politycznej nie jest tak spektakularne, ale zawsze. To miłe uczucie. Satysfakcjonujące. Cieszę się na pracę, która będzie dla mnie też poniekąd wyzwaniem, bo mimo że robiłam już praktykę w tym kierunku mam jednak nadal małe doświadczenie.

Teraz najpierw czeka mnie urlop. Nie muszę już chodzić do tamtej pracy, tam już zakończyłam karierę. Nowa się jeszcze nie zaczęła. Kilka następnych dni poświęcę na formalności na uni, pisanie zaległych prac… Przywykłam już do tej monotonności i nawet polubiłam ten nudny dzień powszedni spędzony na pisaniu jakiejkolwiek pracy na bardzo zbliżone do siebie tematy. Odkąd kupiłam sobie większe biurko, które zajmuje teraz pół pokoju, bardzo lubię pracować w domu. Najbardziej lubię wstać wcześnie rano, choć mogę się wyspać, zrobić sobie pełen makijaż, przygotować się i między 8 a 9 zacząć pracę. Coś czytać, coś popisać… W tle leci Trójka, co trzy godziny piję kawę, a wieczorem wypuszczam się w miasto, żeby pooglądać trochę ludzi. Błogi spokój, produktywność. Tak jak lubię.

 

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s