comment 0

#615; W Ruhrgebiet

Ruhrgebiet, Zagłębie Ruhry. Spędzamy właśnie kilka dni w Bochum. Oficjalnie z okazji 60-tych urodzin, dla mnie to jednak bardziej kilka beztroskich oderwanych od rzeczywistości dni, przed rozpoczęciem nowej pracy. Jakoś tak zawsze jest, że będąc tu przestawiam się na inny tryb i żyję trochę innym życiem. Zazwyczaj jestem w łóżku ok. 23:, budzę się bez budzika najpóźniej o 8:00, odżywiam się regularnie i w miarę zdrowo, piję herbatę z cukrem w kubku z Bolesławca i przynajmniej dwa litry wody z kranu dziennie. Tutaj funkcjonuję trochę inaczej, przystosowuję się do trybu innych ludzi. Jestem gotowa do wyjścia dopiero po 13, świeżo po śniadaniu, potem najczęściej jedziemy na jakąś wycieczkę. Wczoraj byliśmy na przykład w Recklinghausen, gdzie znajduje się niedawno powstałe Muzeum Jerke z polską sztuką współczesną. Podobały mi się dosłownie wszystkie obrazy, a to ogromna rzadkość, bo trzeba jednak przyznać, że bywają i takie muzeum, do których się chodzi na spacer. Piękny nowoczesny budynek utrzymany w schludnej i zimnej kolorystyce. Mieli także przepiękną łazienkę, zamiast kafelek albo dziwnej, postkomunistycznej lamperii był beton! Czysty beton! I taki przepiękny okrągły zlew na drewnianej desce!

Tego dnia był akurat Międzynarodowy Dzień Muzeów, więc wstęp był za darmo, co w sumie było miłe z ich strony, ale i tak mieliśmy zaplanowane szwędanie się. Następnie pojechaliśmy jeszcze do Münster – starego jak  świat miasta, które po polsku, trochę już niemodnie, zwie się Monaster. Münster to naprawdę ładne miasto, miłe zaskoczenie pośród tych arcynieurodziwych wiosek pamiętających czasy świetności, gdy na każdym kroku wydobywali węgiel, a kawałek dalej przetapiano stal. Jest tam uniwersytet z 1780 roku i ratusz, w którym w 1647 roku uchwalono koniec wojny trzydziestoletniej – pokój westfalski. Małe, brukowane uliczki, fontanny, budynki z czerwonej cegły, w oknach pelargonie. Pod wieczór w poszukiwaniu jakiejś dobrej restauracji na kolację nie natrafiliśmy na ani jedną restaurację turecką, żaden kebab, żaden Chińczyk, Hindus, nic z tych egzotycznych rzeczy. Wszędzie niemieckie knajpy z tradycyjną regionalną kuchnią. Widać, że najwidoczniej ktoś albo to kontroluje i nie pozwala otworzyć kebabu w zabytkowym centrum miasta albo czynsze są po prostu za drogie. Tak czy inaczej, to miła odmiana, nawet jeżeli kuchnię hinduską bardzo lubię.

Mimo że cały czas nosiłam ze sobą aparat fotograficzny, nie udało mi się zrobić ani jednego zdjęcia. Zagłebie Ruhry jest tak niewyobrażalnie, tak niewypowiedzenie brzydkie, że trudno mi to opisać lub do czegokolwiek przyrównać. Mieszkałam całe życie nad morzem i nigdy nie byłam na Śląsku, więc nie widziałam nigdy terenów postindustrialnych i odpowiedniej architektury. Lippstadt i Soest, Bochum, Wattenscheid, Herne i Gelsenkirchen, Recklinghausen i Münster, Dortmund i Castrop-Rauxel. Wioski połączone ze sobą niekończącymi się drogami ulicami i zjazdami na autostradę. Dom w stylu wiejskim na krańcu bardzo ruchliwej drogi. Niskie i krępe bloki czynszowe z szerokimi oknami. Żaden budynek nie pasuje do drugiego. Pośród warzywniaki prowadzone przez Turków. I kebaby. Też prowadzone. I poczta, i Aldi i niewydarzony fryzjer, piekarnia, piekarnia, szkoła, przystanek autobusowy. W centrum miasta przechadzają się czasem dobrze wyglądający ludzie. Ładnie ubrani ludzie wyprowadzający psa w garniturze w niedzielne południe. W brzydkim, lekko brudnawym mieście. To dość przykre. Nie mogłam odnaleźć się w tej nowej, krótkiej rzeczywistości. Nie mogłam pojąć, jak można mieszkać w tak brzydkim i obskurnym mieście. Jedyny plus jest taki, że tak dużo tak różnych miast i miejscowości znajduje się na stosunkowo niedużym terenie obok siebie. Raptem pół godziny jazdy i jesteśmy w zupełnie innym mieście, gdzie kilka kamienic mieszczących aptekę i sklep obuwniczy nieporadnie tworzy rynek, główny plac miasta. Resztę można sobie dopowiedzieć i dowyobrazić, może kiedyś było tu ładnie. Plusem też są liczne muzea i inna oferta kulturalna, bo wszystkie te miasta jednak do małych raczej nie należą, każde ma swój teatr, kina, czasem też operę, więc w promieniu 20-30 km ma się całkiem pokaźną ofertę kulturalną do wyboru. I to taki plus. Ludzie mieszkający w brzydkim mieście.

Filed under: Życie w Niemczech

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s