comment 1

#621; Czy przywiązujemy się do rzeczy?

Zgubiłam dzisiaj marynarkę.

Wracałam z pracy obładowanym rowerem, a że dzisiaj dość ciepły dzień, zdjęłam marynarkę i umiejscowiłam ją na samej górze pełnego koszyka zakupów, niewiele przy tym myśląc. Już w domu zorientowałam się, że marynarki nie ma w koszyku, tuż przed drzwiami też nie, na ulicy, również nie. Przeszłam na piechotę całkiem spory kawałek, bo za ciężko mi było jechać tak obładowana pod górkę. Nie wiedziałam nawet, kiedy i gdzie mogłaby mi wypaść.

W pierwszej reakcji pomyślałam Głupi ludzie, że nikt mi nie powiedział, jest przeto biały dzień. Potem chciałam natychmiast wszystko rzucić i wrócić tą samą drogą w nadziei, że może ktoś ją zawiesił niedbale na drzewie albo ogrodzeniu. Albo że przynajmniej tam leży rozjechana kilka razy przez auto i rowery. W końcu jednak doszłam do wniosku, że chyba tak naprawdę mi nie zależy.

Lubiłam tą marynarkę. Kupiłam ją second-hand, miała rękaw 3/4, była ciemno-szara, klasycznie skrojona, ale ciut szerzej, także nie wyglądałam jak podstarzała pani, tylko jak młoda kobieta w klasycznej marynarce. Nosiłam ją rzadko, bo zimą było za zimno przez ten krótki rękaw, jak spod spodu wystawał sweter to głupio wyglądało, a latem czy wiosną jest raczej za ciepło na marynarkę. W gruncie rzeczy była ładna, ale raczej mało praktyczna. Przypomniałam sobie jakiś czas temu jako antidotum na powstrzymanie się od zakupów. Znowu chciałam sobie coś kupić, dlatego że marka, którą lubię miała wyprzedaż, jak wszystko w tym momencie, ale powstrzymałam się myślą “mam przecież inne rzeczy w szafie, a nie wszystkie noszę”.

Czy jest mi szkoda?

Oczywiście, trochę, bo była to całkiem spoko, na oko dobrej jakości, choć z dużą zawartością poliestru, marynarka firmy Monki. Normalnie bym jej nie wyrzuciła, dlaczegóż by? Leżała by sobie tak w szafie, za jakiś czas oddałabym ją może siostrze albo mamie. Nie powinno się wyrzucać ubrań, bo to marnotrawstwo, a nie wszyscy mają co na grzbiet włożyć. Mimo wszystko machnęłam na nią ręką. Nie wróciłam się i raczej nie będę przemierzać miasta tym samym tropem drogą powrotną w nadziei, że jeszcze tam leży. Mam innych marynarek pod dostatkiem. Nie będzie mi jej brakować.

Przy okazji nasunęło mi się pytanie, czy i kiedy przywiązujemy się do rzeczy. Czy jest jakaś rzecz, po której bym bardziej “rozpaczała”? Po ostatniej podróży zaginął mi aparat fotograficzny, a przynajmniej nie wiem, gdzie jest. Przeszukałam wszystkie szuflady i inne zakamarki i nie wiem, doprawdy nie wiem. Czy zadzwoniłam na infolinię przewoźnika, do biura rzeczy znalezionych? Nie. Dlaczego? Właściwie nie wiem. Zbyt rzadko używałam tego aparatu. Nie potrzebuję go ani do życia, ani do pracy, nie na co dzień. Oczywiście był on wart kilkaset złotych, była to taka zwykła mała cyfrówka (choć nawet nie wiem, czy w dzisiejszych czasach te aparaty się jeszcze tak nazywają, kiedy wszystko jest cyfrowe).

Jeżeli nie przywiązuję dużej wagi do rzeczy, tak że nie jest mi smutno, gdy je zgubię, to dlaczego cały czas chcę posiadać więcej? To naprawdę dało mi dużo do myślenia. Ja nie oglądam kolorowych gazet, nie mam telewizora, nie mieszkam w dużym mieście obklejonym bilbordami, więc nie wiem jak wytłumaczyć pociąg do rzeczy. Mój problem to kompletowanie, kolekcjonowanie rzeczy. Jeżeli już znajdę firmę, która produkuje fason spodni, które idealnie na mnie leżą, natychmiast chcę kupić kilka par w różnych kolorach. Jeżeli znajdę przyjemny materiał, który dobrze się nosi, natychmiast chcę więcej. Nie zadowalam się tą jedną sztuką, która jest przecież nowa w szafie i dopiero długi czas noszenia przed nią, ja natychmiast wyszukuję kolejne marki, które produkują sukienki z rayonu. Nie tędy droga.

Dlaczego cały czas chcę mieć więcej, choć te rzeczy w gruncie rzeczy niewiele dla mnie znaczą?

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

1 Comment so far

  1. Mirek

    Kilka lat temu zimą jechałem służbowo do dyrektora jednej z firm .Była śnieżna zima a ja ubrałem półbuty na skórzanej delikatnej podeszwie . Po owocnych rozmowach szybkim krokiem szedłem w kierunku samochodu i upadłem na śliskiej nawierzchni ,chyba wówczas z płytkiej kieszeni płaszcza wypadły mi klucze ,ale co gorsze srebrna figurka Żydka /na szczęście i pieniądze/ . Nie jestem przesądny ale od tej chwili i szczęście i pieniądze odwróciły się ode mnie

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s