comment 0

Jak wytłumaczyć Polskę

Nie myślałam długo nad tym wpisem i właściwie piszę go tak trochę z bomby. Przeczytałam właśnie wywiad z Filipem Springerem na temat jego najnowszej książki “Miasto Archipelag”. Wspomniał o tym, że w Polsce nie ma czegoś takiego jak decentralizacja urzędów, tak jak to robi się w innych państwach, Czechach, Szwecji, czy Niemczech. W Polsce każda kolejna duża instytucja powstaje w Warszawie lub jej okolicach. Z tego względu Polska to tylko Warszawa, a z drugiej strony Warszawa tak bardzo nie jest Polską. Żeby było jasne – w Warszawie nigdy nie byłam, ach, nie, byłam raz na dwa dni w Instytucie Goethego, a z miasta zobaczyłam tylko ulicę Chmielną, Nowy Świat i okolice Dworca Centralnego. Byłam dość zajęta, więc nie miałam okazji pozwiedzać i powłóczyć się na własną rękę. Jedyne, co mnie ciągnie do Warszawy, to liczne muzea, które oczywiście są tam – muzeum powstania warszawskiego, muzeum historii żydów polskich Polin, a w szczególności muzeum literatury, gdzie znajdują się rękopisy Agnieszki Osieckiej, którą uwielbiam.

Ta wzmianka o Niemczech, znowu mi się przypomniało. Czasami muszę objaśniać Polskę Julianowi. Właściwie nawzajem sobie objaśniamy oba kraje, Polskę i Niemcy. Nieuchronne porównania, ale bez pospolitego utyskiwania. Będąc w Polsce ma się zupełnie inną perspektywę na aktualne wydarzenia niż z perspektywy innego kraju. Bardziej docierają do mnie niektóre wiadomości, na zupełnie co innego zwracam uwagę. Odkąd tutaj mieszkam, nie mam telewizora, więc nie dociera do mnie żaden strumień nieustannych wiadomości z tvn24. Żadne dziwnie formułowane wiadomości. Czytam treści właściwie tylko w internecie, klikam na tytuły, które mnie interesują, to co mnie trapi i co mi wpadnie w oko. Telewizji polskiej już nie oglądam, telewizji niemieckiej nie oglądałam nigdy, więc klimaty niemieckie docierają do mnie również z gazet, które kupuję rzadko, prawie w ogóle lub z internetu. Miałam kiedyś krótką prenumeratę Die Zeit, czasem kupię gdzieś na dworcu Süddeutsche Zeitung, kiedy chcę się szczególnie dointelektualizować, ale denerwuje mnie szczerze format tych gazet, które są tutaj przeogromne. Można nimi dosłownie nakryć stół, a i tak poły makulatury będą zwisały aż do ziemi. Nie mogę czytać w takim stanie, więc preferuję internet.

Julian interesuje się Polską. Próbuje zrozumieć kraj, o którym nigdy nie miał pojęcia, bo tak na dobrą sprawę, kogo, kiedy i w jakim kontekście na arenie międzynarodowej interesowało tak stosunkowo małe państwo jak Polska? Jeżeli są wybory to rozmawiamy akurat o wyborach i o systemie wyborczym, który u nas jest przecież nieco inny niż w Niemczech. Rozmawiamy o partiach politycznych, dyskutujemy o najnowszych wydarzeniach czy wypowiedziach poszczególnych polityków, które cytowane są obszernie również w niemieckich mediach. Łapię się często na tym, że wielu rzeczy nie rozumiem, nigdy się nad nimi nie zastanawiałam. Nie do końca wiem, o co chodzi wszystkim partiom politycznym w Polsce, wiem tylko, że się nieustannie kłócą. Nie do końca wiem, jak funkcjonuje system emerytalny, jakie są ubezpieczenia, jakie formy zatrudnienia są korzystne, a które nie, wiem natomiast dobrze, jak to wygląda w Niemczech. Trochę mi z tym niezręcznie, bo jak to tak – w polskim ZUSie się nie orientuję, a w niemieckim tak? A ubezpieczenie zdrowotne? A przepisy prawne?

No, ale tak jest. Ja jestem akurat w tej sytuacji, że w dorosłe życie, także zawodowe wkraczałam w Niemczech. W Polsce mnie podatki, ubezpieczenia zdrowotne, ZUSy i inne takie rzeczy po prostu nie interesowały, bo większość robili za mnie moi rodzice, ja tylko od czasu do czasu musiałam dostarczyć jakieś zaświadczenie.

Aktualna debata na temat aborcji w Polsce, Czarny Protest, Czarny Poniedziałek i tego typu rzeczy… Rozmawiamy o tym wszystkim przy kuchennym stole, a Julian szczerze nie rozumie bądź nie dowierza. Ale jak, ale dlaczego, przecież to polskie prawo i tak jest jednym z najbardziej rygorystycznych na świecie… Oglądamy mapkę, gdzie kolorami oznaczone są kraje, gdzie aborcja jest możliwa, gdzie nie i w jakim stopniu.

Kredyty we frankach i oszustwa ze strony banków – niedawno pisałam na ten temat pracę semestralną, czy banki kłamały z lingwistycznego punktu widzenia. W Niemczech tak nie jest, tutaj coś takiego nie byłoby w ogóle możliwe.

Uchodźcy – bezsensowne pienienie się polskiego rządu i polskiego społeczeństwa. Obelgi pod adresem uchodźców, pod adresem Angeli Merkel, która zdecydowała się ich przyjąć, wulgaryzmy o wszach, syfie, epidemii itp, aż szkoda przytaczać.

Rynek najmu bądź jego brak w Polsce.

Opieka medyczna i chodzenie do lekarza prywatnie.

Opieka nad starszymi ludźmi i to, że są pozostawieni sami sobie.

Związki zawodowe.

Jednym z tych rzeczy, które naprawdę do mnie trafiają mieszkając w Niemczech, jest to, że tu na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się być normalne. Politycy wprowadzają ustawy mające na celu chronić swoich obywateli lub ułatwiać im życie. Jeżeli ci obywatele potrzebują pomocy, także finansowej, państwo im ją oferuje. Zauważam to najbardziej w odniesieniu do polityki – politycy to wykształceni, inteligentni ludzie, którzy się ze sobą przede wszystkim nie kłócą. Oczywiście, obecny rząd nie ma 100% poparcia, ale kultura prowadzenia dialogu w tym kraju zaskakuje przede wszystkim tym, że w ogóle jest.

Chcąc nie chcąc śledzę też amerykańską politykę, choć nigdy nie rozumiem dlaczego europejskie media się tym tak bardzo ekscytują. Bardziej jestem zorientowana w wyborach prezydenckich w USA niż w tych w Polsce, o ile akurat są. Niemniej oglądałam ostatnio przemowę Michelle Obamy, w której to bez skrupułów krytykowała Donalda Trumpa, nie przebierając w słowach. Popłakałam się, jak często przy jej przemówieniach. Potem pomyślałam sobie, jakie to musi być piękne, móc żyć w kraju, w którym są normalni politycy, normalni ludzie, z którymi zgadzasz się w tym, co mówią i za czym się opowiadają. W ogóle mieć swojego kandydata… Obecnie śledzę więc amerykańską kampanię, niemiecką politykę w niedużej części i polską politykę w dużej mierze. Z tej polskiej docierają do mnie cytaty jak ten niedawny Kaczyńskiego – będziemy dążyć do tego, aby dzieci rodziły się… zdeformowane… ochrzcić… miały imię… pochować… Wzruszam się przy przemówieniach Michelle Obamy i płaczę z najczystszego żalu z rodzimej polityki.

Potem zasiadamy z Julianem wieczorem przy stole i chciałabym powiedzieć mu o tych słowach Kaczyńskiego. Ale sama ich nie rozumiem. Nie wiem, jak je przetrawić. Jak je ująć w słowa, co myśleć, jakie argumenty do tego dorobić. Nie mówię nic.

Filed under: Życie, Życie w Niemczech

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s