comment 0

Luty

Moment, w którym przypominam sobie o blogu to moment absolutnego relaksu i wewnętrznego balansu. Oznacza to, że zrobiłam już wszystko, co miałam zrobić. Wywietrzyłam, zdjęłam pościel, wstawiłam pranie, podlałam i wykąpałam kwiaty, wstawiłam rosół, posegregowałam ubrania w szafie, odkurzyłam, także pod łóżkiem, włączyłam zmywarkę. Teraz siedzę na kanapie, a godzina jeszcze młoda. Jest piękny dzień, świeci słońce. Pozakręcałam grzejniki, bo to zbyt gorące powietrze aż nie pasuje do tego słońca. Siedzę na kanapie, bo doszłam do wniosku, że tego mebla praktycznie nie używam. Lata przyzwyczajeń – mój mały pokój u rodziców, gdzie za kanapę i łóżko robił jeden i ten sam mebel, różne, mniejsze i większe pokoje studenckie – tak samo: szczytem luksusu było nieco wygodniejsze krzesło, które z kolei robiło za krzesło biurowe i fotel. I wieszak oczywiście, wiadomo.

Teraz mam pokój, tak zwany duży pokój, w którym znajduje się kanapa, fotel i krzesło biurowe! Mam też drugi pokój, w którym stoi łóżko, na którym mogę leżeć w poprzek i przeturlać się z jednego brzegu na drugi cztery razy. Przetestowałam. Przez długi czas po przeprowadzce, spędzałam czas tylko na łóżku. Potem postanowiłam wypędzić się z sypialni i zamontowałam tam słabsze światło. Lampa, która jest bardziej ozdobna niż praktyczna. Kupiliśmy ją na targu rękodzieła. Oświetla cały pokój ciepłożółtym światłem, ale nie wystarczająco, żeby móc przy niej czytać albo robić cokolwiek innego. Przyzwyczajam się do spędzania czasu w dużym pokoju. Więc siedzę na kanapie. Na ulicy za oknem zaczyna się popołudniowy ruch, ludzie wracają z pracy. Piesi czmychają przez ulicę, odbijając się od skupionych koło siebie knajpek i bistro – kurczak, chińczyk, pizza, kebab, pasta. A ja siedzę.

Jestem na zwolnieniu lekarskim. Dopadło mnie dziwne zmęczenie i brak motywacji. Ból gardła, który ostatnio przytrafił mi się w grudniu, nieznośnie akurat przed świętami i straciłam głos. Nie potrafiłam wykrzesać z siebie najmniejszej ochoty, żeby przygotować lekcję. Biłam się potem w pozycji leżącej z myślami, czy jednak się zmobilizować i pójść do pracy, czy chorować. Dziś rano poszłam do lekarza i jestem na zwolnieniu do piątku.

To dziwne zjawisko pracować na etacie. To niby normalne. Normalne według pewnych społecznych standardów. Jestem chora, nie pracuję. Mam prawo do chorowania, odpoczynku itd. Ta normalność dotyczy uczniów, studentów i młodych ludzi zatrudnionych na różnego rodzaju umowach, tylko w małym stopniu bądź w ogóle. Ile razy trzeba było zdawać egzamin, przygotowywać referat, a potem go wygłaszać będąc przeziębionym? A w szkole z gorączką doczekać do końca dnia? Ile razy byłam chora i, owszem, nie musiałam wtedy pracować, ale nie dostawałam też pieniędzy? Wystarczająco.

Tym bardziej zupełnie nowym zjawiskiem jest dla mnie zwolnienie lekarskie. Bo od bólu gardła się przecież nie umiera. Mogłabym zmobilizować się wczesnym rankiem, wyruszyć do pracy, stać tam z nabrzmiałymi migdałami, bólem przy przełykaniu. Skserować ćwiczenie 24 razy, rozdać, krótko wytłumaczyć zadanie, dać 10 minut czasu, a potem sprawdzić. Mogłabym przeprowadzić bardzo średnie zajęcia, byleby tylko odhaczyć, złożyć podpis pod listą obecności za kolejny dzień. Zdziwiłam się nieco, że nikt tego ode mnie nie wymaga. Chyba tylko ja sama od siebie, bo mimo, że jestem zwolniona do piątku i dostałam nawet antybiotyk, myślałam już, czy może by zostać w domu tylko jeden dzień, a potem jednak…

Luty minął tymczasem niespodziewanie. Poczyniłam skromne, malutkie kroczki w kierunku mojej pracy magisterskiej. Ze strony uniwersytetu okazało się, że muszę poprawić dwie prace semestralne, bo są za krótkie. Byliśmy w Świnoujściu na weekend. Krótko, bo tylko na weekend, a wydawało się, że sama podróż pociągiem była dłuższa niż sam pobyt tam. Załapaliśmy się na ładną pogodę, także sobotę spędziliśmy na działce i na plaży. Kupiliśmy też bilety do Madrytu, gdzie spędzamy tegoroczną Wielkanoc. Wszystko zapowiada się pięknie.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s