comment 0

Detoks szafy – wrażenia

Jakiś czas temu postanowiłam pozbyć się z mojej szafy poliestrowych ubrań. Nie chodziło nawet o wszystkie sztuczne włókna, tylko poliester. Ten okropny poliester, którego tumany znajdziemy w każdej sieciówce na wyprzedaży. Jestem zdania, że poliester jest w modzie zdecydowanie nadużywany. O ile można zrozumieć jego zastosowanie przy produkcji wszelkiego rodzaju tapicerki, namiotów, odzieży outdoorowej itp., tak ciężko zrozumieć jego wszechobecność w modzie codziennej na każdą porę roku – od kostiumów kąpielowych, przez zwiewne bluzki, po swetry i dżinsy.

W tamtym okresie borykałam się z problemami skórnymi. Swędzenie, podrażnienie, wrażliwość, wysypki. Wtedy zaczęłam się też interesować materiałami i jakością ubrań, więc było dla mnie oczywistym, że to wina poliestru. Zawsze preferowałam mieć skromną ilość ubrań, więc z małymi wyjątkami nosiłam te same ubrania przez okrągły rok.

Mimo że przez cały ten czas uważałam się w pewnym sensie za minimalistkę i byłam przekonana, że świadomie konsumuję i wydaję pieniądze, chodziłam przez cały ten czas na zakupy i kupowałam nowe rzeczy, oczywiście byle bez poliestru. W międzyczasie przydarzyło się wesele, na którym miałam być świadkiem. Będąc świadomą konsumentką powzięłam zamiar, żeby nie wydawać ciężkich pieniędzy, którą raczej rzadko będę miała okazję ubrać, rozejrzałam się więc na DaWanda. Jedynymi wymogami była długość midi i kolor. Znalazłam więc czerwoną sukienkę, bez rękawów, odcinaną w talii, z koła, modelowo co prawda krótszą, ale na zamówienie można było zamówić inną długość. Materiał 100% bawełna. Stwierdziłam, że jeśli ślub jest w kwietniu to raczej będzie ciepło, a raczej nie będzie mi się uśmiechało spędzić pół dnia i pół nocy owinięta lateksem, nylonem czy innym poliamidem. Rozochocona zamówiłam sukienkę, która okazała się katastrofą, bo talia była w zupełnie innym miejscu niż u mnie. Ten krój do kolan chyba też był nie z przypadku, bo przedłużona wyglądała strasznie ciężko. No i ten materiał… 100% bawełny to oczywiście przyjemny materiał, ale na t-shirt, bieliznę lub pościel. Nawet najzwyklejsze majtki mają często domieszkę elastanu. Dżinsy są też rzadko ze stuprocentowej bawełny. Miała być to sukienka na specjalną okazję, gdzie warto wyglądać dobrze z każdej strony. Ta sukienka gniotła się niemiłosiernie przy każdym ruchu. Strach było w niej usiąść. Przez ogromne fałdy materiału nie można było jej nawet dobrze doprasować. Hmmm…

Musiałam oczywiście kupić drugą sukienkę. Znalazłam zwykłą acz elegancką szarą sukienkę, która wyglądała zadziwiająco dobrze na wieszaku. Okazało się, że to poliester z domieszką innych materiałów. Sukienka, która w ogóle się nie gniotła, a kontrafałdy zostawały na miejscu. Na dobrą sprawę można by ją było nawet wyprać w pralce. Poszłam oczywiście w tej sukience. Zostałam z czerwoną bawełnianą sukienką midi, której na dobrą sprawę nie mogę nosić nawet latem, bo talia jest w złym miejscu, a na dodatek jest ona za szeroka. Wyobrażałam sobie ją już latem z brązowymi sandałami, jakąś luźną torebką, okulary muchy, pasek… Ale nie wiem. W tej chwili zajmuje mi ona całkiem sporo miejsca w szafie, wala się po ziemi, bo jest dosyć długa i nie mam wcale ochoty jej wyjąć i nałożyć. Zdecydowanie nieudany zakup.

Także w kategorii ubrań codziennych oczyściłam moją szafę z poliestru. Nabywałam białe i niebieskie koszule wiskozowe. Białe zwiewne bluzki, też z wiskozy. Bluzki lniane i z konopii. Koszule wiskozowe w ogóle się nie przyjęły, bo strasznie się gniotły. Nie prały się też za dobrze, bo po każdym praniu materiał był jeszcze bardziej podatny na gniecenie. Prawdopodobnie jest wiskoza różnego gatunku, ale znam się na tym i nie wiem, jak ją rozpoznać. Niektóre wiskozowe bluzki najzwyczajniej w świecie się skurczyły i są mi o wiele za ciasne w biuście, a przede wszystkich w ramionach.

Jakiś miesiąc temu przeprosiłam się z poliestrem i dodatkiem sztucznych materiałów. Kupiłam czarną zimową sukienkę do noszenia “na coś”. Ma ok. 50% poliestru, reszta domieszka materiałów. Trzyma fason i nie mam obaw wrzucić ją do pralki. Kupiłam też dwie poliestrowe bluzki koszulowe, bo miały wyjątkowo przyjemny poliester. Kupiłam je w domu towarowym na wyprzedaży zwyczajowo dość drogich marek. Materiał jest bardzo przyjemny w dotyku, dobrze czuje się na skórze. Dlaczego nie?

Zrozumiałam, że są ubrania na każdą porę roku. Nawet jeśli baza pozostaje ta sama, to zmieniają się poszczególne elementy. Tak samo jak wełnianego swetra czy płaszcza nie ubierzemy raczej latem, tak samo poliestrowe koszule możemy schować w bezpieczne miejsce, gdzie przeczekają do następnej zimy. Są też ubrania na różne okazje. Jeżeli sytuacja wymaga od nas elegancji to nie ubierzemy raczej lnianej bluzki, choćbyśmy i były zagorzałymi zwolenniczkami lnu.

Moje problemy skórne rozwiązały się w momencie, gdy w końcu – po dobrych kilku latach stosowanie tylko mydła do mycia się, rezygnacji z mleczka do ciała będąc przekonaną, że to ono wysusza, bo pełne jest sztucznych składników – wysypka, zaczerwienienie i swędzenie dotarły na twarz, co mnie bardzo szybko wygoniło do dermatologa i okazało się, że mam egzemę. Dostałam maść, moja skóra się poprawiła, jednak ten stan często wraca. Cóż. Oczyszczenie mojej szafy z poliestru na pewno nie zaszkodziło mojej skórze. W dalszym ciągu preferuję materiał naturalny, który jest przyjazny dla skóry i dla środowiska, ale już nie demonizuję poliestru.

 

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s