comment 0

Lipsk wiosną

Najlepsze uczucie na świecie to zbudzić się rano w sobotę i jeszcze leżąc w łóżku poczuć powiew świeżego powietrza na twarzy. I tak sobie leżeć, oddychając miarowo, mając cały piękny dzień przed sobą, powoli, nieśpiesznie zastanawiając się, po którą książkę lub czasopismo by tu sięgnąć, czy kawa czy herbata.

Nastała wiosna i trwa sobie w najlepsze, a ja wraz z nią dopiero teraz poczułam, że naprawdę mieszkam w tym mieście. I jakie ono piękne! Jakie przyjemne, szczególnie na wiosnę! Przyczynił się do tego niewątpliwie rower. Należę do osób, które używają roweru tylko jak jest ładna pogoda, to znaczy nie jest za zimno i nie pada. Nie jestem aż tak zagorzałą rowerzystką, na rowerze jeżdżę po parku i na zakupy. Codziennie rano w drodze do pracy obserwuję ludzi, którzy jadą niemały kawałek rowerem do dworca, zostawiają rower tam, przesiadają się na pociąg, potem na miejscu jadą tramwajem lub pieszo. Ja chyba aż tak mobilna nie jestem. Zresztą bałabym się o mój rower. Pokonuję moją drogę do pracy tramwajem, pociągiem i tramwajem, tak bardzo jak się da. Obserwuję więc z siodełka to moje miasto, w którym to z powodzeniem mieszkamy od października, i dopiero teraz zaczyna mi się podobać. Teraz je tak naprawdę doceniam, teraz mam wrażenie, że tu naprawdę mieszkam, a nie tylko sypiam, teraz nie chcę się z niego wyprowadzić. Być może zawsze tak jest, że dopiero pierwsza wiosna i pierwsze lato w danym miejscu pozwala tak naprawdę “zapuścić korzenie”, w ogromnym cudzysłowie, bo to tak szybko się nie zdarza, ale to wtedy wraz z kwitnącymi drzewami kiełkuje w nas takie poczucie, że jesteśmy tu i teraz i jest dobrze. O ile bazylia na stole się panoszy, parzy się herbata, truskawki się prężą. Lipsk chilluje. Mimo, że to dość sporych rozmiarów miasto, ok. 500 000 mieszkańców, czyli taki Wrocław, życie toczy się tutaj raczej spokojnie. I winne są temu wcale nie zmiany demograficzne, że niby mieszkają tu tylko starzy ludzie, emeryci i renciści, którzy większość czasu spędzają w kolejce do lekarza i w domu (w tej kolejności). Lipsk to bardzo młode miasto, które jako jedyne w Bundesrepublik rośnie – notorycznie notuje się tutaj napływ nowej ludności, więcej ludzi się rodzi niż umiera. Lipsk jest magnesem i od kilku lat z powodzeniem ściąga do siebie ludzi. Na przykład taka ja. My 🙂 Mimo wszystko jest tutaj płasko, co mi jako weekendowej rowerzystce bardzo odpowiada, bo nie lubię jak jest pod górkę. Ruch samochodowy w mieście nie jest przytłaczający, jest przyjazny dla pieszych i rowerów. W samym centrum jest bardzo dużo parków, a nawet kawałek lasu. Wystarczy tylko oddalić się 5 minut od centrum, a już jesteśmy w lesie. Wszędzie znajdują się jeszcze miejsca nieodkryte, nieco dalej od centrum, gdzie nie wszystkie kamienice odnowione są na biało, a na sufitach nie ma sztukaterii, są za to liczne startupy, teatry, atelier i inne inicjatywy, które czynią miasto interesującym. Teraz mieszkam tutaj i nie chcę się wyprowadzać. Podkreślam to sama przed sobą tym bardziej, że miałam niedawno wątpliwości. Póki co najbardziej trzyma mnie tutaj roczny “zakaz” wypowiedzenia umowy, więc myślałam sobie, ok, rok przecież przetrzymam, ale teraz mówię to z przekonaniem! Powoli odkrywam swoje miejsca, wydeptuję swoje ścieżki. W sobotę na Richard-Wagner-Platz jest pan, chyba Grek, który sprzedaje nadziewane papryczki i inne pyszne serki, tak bosko przyprawione! Same pyszności, a na dodatek karmi od serca, bo daje wszystko popróbować i nie poprzestaje na jednej porcji, więc nigdy nie odchodzi się głodnym. Przetestowaliśmy już kilka hinduskich knajp, więc wiemy, gdzie kierować się po najlepsze curry. Najlepsza, a przynajmniej najładniejsza kawiarnia miasta jest chyba tuż pod nosem – Fleischerei na Jahnallee. Wszystko jest. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że ludzie chcą nas odwiedzać – gościliśmy przez tych kilka miesięcy już o wiele więcej osób niż w całym moim dotychczasowym życiu tutaj łącznie. Bosko!

Piszę to wszystko dlatego, że chcę sama przed sobą, jakoby na piśmie, oznajmić, że aktualnie jest tak i tak w moim życiu. Opisać obecną sytuację i aktualny stan ducha. Jeszcze miesiąc temu byłam gruba, nieszczęśliwa, sfrustrowana i chciałam się wyprowadzać natychmiast. Nie wiedziałam tylko dokąd i dlaczego. Teraz akceptuję moje życie, po długich rozważaniach doszłam do wniosku, że idę dobrą ścieżką i zaprzyjaźniłam się z myślami, które co jakiś czas regularnie każą mi wszystko rzucić i wyprowadzić się nad morze. Teraz nie. Teraz idę na ryneczek.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s