comment 0

Glutenfull

Próbowałam przez cały zeszły tydzień odżywiać się bez glutenu, nabiału i cukru. Udało mi się to dość przyzwoicie, głównie dlatego, że nie chodzimy regularnie na zakupy, bo zazwyczaj nam się nie chce, tak więc chleba w domu po prostu nie było, a przed szóstą rano nawet nie miałam gdzie go kupić. Za to wjechały owocowe i warzywne koktajle albo rzeczone owoce i warzywa w całości, zamiast chleba.

Cukier – nie słodzę już od pewnego czasu. Jako że rano mam za mało czasu i przeważnie udaje mi się tylko wlać chlust gorącej wody do kubka, obrócić się na pięcie, biegusiem wyjść z domu i przez ulicę. Pijąc popołudniową kawę, najczęściej jest taki syf w domu, że nie wiem, gdzie jest cukierniczka albo nie chce mi się po nią iść – tym leniwym sposobem, oduczyłam się słodzić. Szkoda tylko, że dzisiaj cukier jest absolutnie we wszystkim, nawet w produktach, gdzie byśmy się go nie spodziewali lub gdzie jest po prostu zbędny. Tych produktów nie wyeliminowałam, zrezygnowałam po prostu z cukru w czystej postaci.

Jeśli chodzi o nabiał to jestem w stanie zrezygnować z krowiego mleka, ale ser? Ser pleśniowy na kolację do lampki wina? A w ogóle jeszcze bagietka i masło do tego?! Ser feta? Lody??? Staram się ograniczyć mleko krowie, ale bardziej na zasadzie eksperymentu. Pojawia się teraz tyle nowych smaków, nierzadko wymyślnych, dlaczego by ich nie spróbować? Kawa z mlekiem sojowym lub migdałowym smakuje mi o wiele bardziej niż z krowim, bardzo lubię ten szorstko-papierowy posmak, jeśli tak można powiedzieć.


Życie to wzloty i upadki, poprzeczki i niepokonywanie ich. Przez rok czasu myślałam, że mam temat pracy magisterskiej i poruszałam się w tym kierunku, a potem przyszło orzeźwienie pod postacią nowego profesora i okazało się, że nie mam. Ale już mam nowy! Nowy temat i znowu poruszam się w tym kierunku. Na moim biurku stosik książek do tematu, moja drukarka wypluwa kolejne teksty. Zeszłą niedzielę spędziłam w bibliotece, gdzie przez bitych pięć godzin czytałam, czytałam i czytałam. Już dawno nie miałam tego luksusu, to miłe mrowienie w głowie pod koniec dnia. Piszę o nauczycielach języka obcego, którzy nauczają języka obcego. To znaczy języka, który dla nich też jest językiem obcym. Czyli na przykład ja. Najciemniej jest pod latarnią, okazało się – wystarczy spojrzeć na siebie. Nauczam niemieckiego, mimo że nie jest to mój język obcy. W mojej pracy chciałabym wykazać, jaką rolę mają takie osoby, jakie kompetencje i umiejętności wnoszą w porównaniu z nauczycielami native-speakerami.


Z biegiem czasu zmieniają się także gusta muzyczne, na to by wyglądało. Ostatnio słucham Radiohead, szczególnie “I Promise”, a kiedyś myślałam, że zamulają niemiłosierie i nie da się tego wytrzymać. Słucham jazzu, Leonarda Cohena i audycji radiowych w Trójce, szczególnie Aksamit i Marka Niedźwieckiego w sobotę przed południem.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s