comment 0

O tym, jak rządzi mną konsumpcjonizm

Czasami łapię się na tym, że popołudniu odpoczywając po pracy, w myślach kiełkuje myśl, że oto jeszcze muszę coś zrobić – na przykład skoczyć do miasta, żeby wejść do tego jednego domu towarowego, który prowadzi Burt’s Bees i kupić sobie ich krem do rąk z mleczkiem migdałowym, bo kosztuje 11,99€ i zawsze mi było na niego szkoda pieniędzy, a teraz bym zaszalała, a co tam.

I koniec z odpoczywaniem. Głowa zajęta czymś innym, książka zapauzowana, palec wetknięty między strony, resztkami koncentracji obliczam, ile zostało mi jeszcze czasu drzemki (jakby co najmniej była jakaś granica)…

Wszystko bez sensu.

Wczoraj wieczorem wróciłam z pięknego weekendu we Frankfurcie. Pogoda nie była piękna, Frankfurt też nie, ale weekend jak najbardziej. Dwa i pół dnia. Jako że to stąd nie aż tak daleko byłam o 17 już na miejscu i mogłam rozkoszować się weekendem, podczas gdy pozostali wydawali się dopiero przeć w stronę dworca i weekendu. Z całego pobytu najbardziej podobała mi się francuska restauracja, którą odwiedziliśmy w sobotę wieczorem, nazywa się Maachanz i jest boska. To knajpa z prawdziwego zdarzenia, z lekko starym wystrojem, prawdziwa restauracja z sercem, pysznym jedzeniem, kelnerem z wąsem i białej koszuli, co rusz uchylał rąbka tajemnicy i z rękawa sypał przepisami na odtworzenie zjedzonych dań w domu – przyrządzając mule w żadnym wypadku nie dodawać czosnku! Wszystko tylko nie czosnek! Białe wino, masło, tymianek, szalotki, ale nie czosnek! Na sam koniec dużo pietruszki.

Dzisiaj, ciężko niewyspana, i z myślami gdzieś w okolicach niedzielnego poranka, posnułam się po pracy do rzekomej tej jednej galerii, aby wspomniany krem do rąk kupić. Nie mogłam się zdecydować, więc wzięłam obydwa. Były jeszcze nowe szminki nawilżające w pięknych kolorach i równie pięknych nazwach, więc też wzięłam. No i klasyczną pomadkę ochronną także, bo jakże by mogło jej zabraknąć. Przy kasie okazało się, że wcale nie mam na koncie wystarczającej sumy pieniędzy, bo na weekend za bardzo zaszalałam i bęc!

Na pocieszenie obok znajdował się bankomat, a ja miałam pieniądze na koncie oszczędnościowym, więc postanowiłam je sobie od razu przelać. Coś nie zadziałało, nie udało mi się dokonać transakcji, więc postanowiłam szukać bankomatu. Przeleciałam przez pół centrum w poszukiwaniu bankomatu aż mnie ocuciło i dotarło do mnie, co tak właściwie robię. Latałam po mieście bez obiadu, zmęczona, niewyspana i z zalążkami przeziębienia, bo chciałam sobie kupić kosmetyki, które wcisnęłabym do mojej i tak już przepełnionej kosmetyczki.

Morał z tej historii jest taki, że rządzi mną konsumpcjonizm i cała moja lektura i przemyślenia na temat minimalizmu się opłaciły. Kremu nie kupiłam i nie zamierzam. Dziękuję bardzo.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s