comment 0

Fantasmagoria, czyli Szumowska, Gersdorf a sprawa polska

A raczej Fantasma Goria, Goria Fantasma.

Skąd wziął się ten dziwnie brzmiący pseudonim, który sobie właśnie spontanicznie nadałam?

Ano, kierowałam się doświadczeniem ostatnich kilku lat, mianowicie mieszkaniem za granicą.

Na imię mi dali, a imię jej Małgorzata. Polacy, a także wszyscy się tym językiem posługujący doskonale wiedzą, że większość imion ma wiele form, których używa się w różnych sytuacjach. Ta odpowiednia forma imienia transportuje niesamowity ładunek kulturowy, z czego na co dzień nie zdajemy sobie sprawy. Wiem, bo przez ostatnie kilka lat zdołałam nauczyć Juliana bardzo przyzwoitego polskiego (thank you very much). Choć pomimo licznych pobytów w Polsce nie zdołał załapać tych imion, tej kultury w nich zawartych. Tak też zwraca się do mojej mamy przy zwyczajnej kolacji przy stole “Elżbieto, czy ty jesteś zmęczona?”. Używanie pełnego imienia w wołaczu i zaczynanie pytań od “czy”, to jest piękna polszczyzna.

Za granicą trzeba było się od samego początku zdecydować.

Jak się nazywam? Gosia, Gośka, Małgona, Małgośka, Gona?

Pod imieniem Małgorzata znamy aktorki, nauczycielki, panie w wieku naszych mam, że tak się wyrażę, ostatnio Małgorzata Gersdorf, której imię ostatnio często było słychać w mediach, czyż nie?

O, a może jestem Małgorzatka, jak zwykła mawiać do mnie babcia Frania?

Padło więc na Gosię. Stara, dobra, poczciwa Gosia. Wydawało mi się to wtedy najbardziej neutralną formą, bo czy jestem artystką niczym Małgośka Szumowska? Ona to może Małgośka, niepokorna, zadziorna, utalentowana artystka. Ale czy ja jestem Małgośką?

Bliżej mi do Szumowskiej czy do Gersdorf?

Niemcy nie potrafią wypowiedzieć “ś”, a wbrew temu, czego uczyły nas nauczycielki niemieckiego w szkole podstawowej dźwięk “ch” jak w słowie “ich”, nie jest tożsamy z naszym rodowitym “ś”! Niemieckie “ch” to dźwięk o wiele mniej soczysty, delikatny, ledwo wyczuwalny, jakże istotny.

Niemieckie “o”, to też nie nasze polskie, zwykłe, luźne “o”. W niemieckim wykonaniu jest owo “o” przeważnie długie i przypomina nasze “u”.

Tak więc nazywam się “Gusza”. Niczym “głusza”. Na listach wszelakich odnajduję moje imię zapisane nieraz jako “Gosha” lub “Goshia”.

Niedawno pomyślałam sobie, że głupia przecież byłam, bo taki wyjazd do innego kraju to jedyna i niepowtarzalna okazja zmiany swojej tożsamości.

W dowodzie pisze przecież Małgorzata, Gosia to tylko umowna forma, o której nikt poza Polakami, umówmy się, nie ma pojęcia. Dlaczego nie przedstawiłam się inaczej? A niech to!

Teraz już za późno. W mojej wyobraźni ukułam sobie więc Gorię, Goria. A skoro Goria, to i Fantasma. Fantasmagoria w końcu.

Raz umówiłam się do kosmetyczki pod tym imieniem. Goria. Small talk przy regulowaniu brwi nie traktował o moim kraju ojczystym i mojej znajomości niemieckiego, ewentualnie mojej pracy, nie – rozmawialiśmy o moim nietypowym imieniu i skądże ono się wzięło. Nigy nie słyszałam takiego imienia, to jak Gloria, ale bez “l”!

Przemiłe to było uczucie. Mieć dziwne imię jest o niebo lepiej niż mieć imię zagraniczne, które dla niemieckich uszu brzmi conajmniej dziwnie.

To tyle w temacie, wszystko ode mnie, cześć, pa!

 

 

 

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s