comment 0

W wieku dwudziestu siedmiu lat

Urodziny mam czternastego listopada. I właściwie nigdy nie wiem, ile mam lat.
Skoro nowy rok zaczyna się pierwszego stycznia, to i przybywa nam wtedy dodatkowy rok życia, czyż nie? 2019 minus 1991 równa się 28, więc tyle mam lat od nieco ponad miesiąca. Ale skoro urodziłam się w listopadzie, to mam do listopada 27 lat i dopiero od piętnastego listopada będę miała oficjalnie 28? W każdym razie, 27 to dla mnie dziwna liczba. Jako dziecko wydawało mi się, że ludzie w tym wieku są bardzo dorośli. Jako nastolatka wielbiłam gwiazdy rocka większego i mniejszego rozmiaru, z których wiele umarło w wieku 27 lat. Wtedy myślałam, że to co prawda nadal młodzi ludzie, ale swoje przeżyli, no cóż. W końcu przechadzając się po cmentarzu i oglądając starsze nagróbki widać, że ludzie kiedyś krócej żyli. Teraz mam tyle samo lat, co kiedyś tak wielbieni przeze mnie muzykanci i żadnej płyty na koncie. Żadnej trasy koncertowej, żadnego odwyku, żadnego skandalu, nic…W Niemczech jestem za to gwiazdą rocka i to całkiem pokaźnych rozmiarów (ha, ha).

Zaczęłam studia licencjackie w wieku 19 lat i skończyłam mając 22.

Zaczęłam studia magisterskie w wieku 23 lat i skończyłam je… No okej, jeszcze nie skończyłam, ale kończę!

Ja nie o tym – w wieku 23 lat byłam najmłodsza na magisterce i to o 5 lat! Pozostali byli dobrze po trzydziestce, jedna miała 39 lat. W Niemczech to normalne. W Polsce kończy się studia średnio w wieku 24 lat. W Niemczech kończy się ewentualnie licencjat, ewentualnie zaczyna się jeszcze jeden licencjat, bo ten poprzedni to nie do końca to, co zawsze chcieliśmy robić. Albo okazał się za trudny. Albo jednak nie zdaliśmy Staatsexamen, więc daliśmy sobie spokój. Jak się orientuję, magisterki się nie robi często w ogóle, a jeżeli już to później, dobrze po trzydziestce. Nawet wtedy nie oznacza to, że ludzie pracują i chcą się dokształcić na boku (tak jakby podyplomówka w Polsce), oni po prostu studiują. W międzyczasie nie robili nic, podróżowali lub mieli Minijob (czyli praca jakieś 10 godzin w tygodniu za max. 450 euro miesięcznie). Ludzie koło trzydziestki, którzy generalnie nic nie robią, są normą. To dzieci dobrobytu. Sama możliwość nieskończonego zastanawiania się nad możliwie najlepszą opcją i nieumiejętność podjęcia jakiejkolwiek decyzji jest czymś powszechnym wśród młodych ludzi tutaj.

Niedalej jak w miniony piątek spotkałam kolegę ze studiów, który ma 34 lata, żonę, trzypokojowe mieszkanie z balkonem, które jest dla nich w zasadzie ciut za dużę, w jednym pokoju mają tylko szafę i nic więcej, bo co by też tam postawić (jak sam mi powiedział), mają samochód, od czasu do czasu odwiedzają Chiny, jako że stamtąd pochodzi małżonka. Małżonka pracuje, mąż nie. Mąż ma Minijob i studiuje. Studiów skończyć nie może, ciągną się one w nieskończoność. Ludzie, którzy pracują na ułamek etatu, bo nawet nie na ćwierć, są w stanie tak żyć i nie jest to społecznie potępione.

Dla mnie szokujące jest po pierwsze to, że można sobie pozwolić na całkiem normalne życie, przede wszystkim takie mieszkanie, samochód i inne wygody, praktycznie nie pracując. Po drugie, że nikogo to nie dziwi, jak sądzę. Czy przysłowiowa babcia przy wigilijnym stole nie pyta się, co też wnusiu porabia? A gdzie pracuje? Czy rodzice nic nie mówią? Czy partnera / partnerkę to nie drażni? Rozumiem bezrobocie, rozumiem trudną sytuację ekonomiczną, brak odpowiedniego wykształcenia, ale mówimy tu o Niemczech, a więc kraju, do którego ściagają wszyscy, też ofiary losu, w poszukiwaniu pracy i ową znajdują. Ludzie bez wykształcenia, często bez znajomości języka. Jak to więc możliwe, że taki przykładowy młody Niemiec, który zna przecież język, ma niemieckie imię i niemieckie nazwisko, ma jasną karnację i włosy, ma ustawowe niemieckie wykształcenie, które już jest lepsze niż w większości innych krajów – on nie może znaleźć pracy?

To dla mnie więcej niż zastanawiające. Porównując się z takimi osobami, czyli niemal ze wszystkimi, których poznałam na studiach tu i tam, czuję się jeszcze bardziej wyjątkowo, choć niby nie robię nic specjalnego. W wieku 25 zaczęłam pracę w szkole językowej, co jest dla mnie pracą w konkretnym zawodzie, czymś, co studiowałam. Już przez to jestem lata świetlne do przodu.

Młodym ludziom w Niemczech brakuje rozgarnięcia. Mnóstwo możliwości doprowadzają do marazmu i strachem przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji. Wielokrotnie zmienianie studiów, zmienianie uniwersytetów, zmienianie miejsc zamieszkanie w poszukiwaniu jakichś wyimaginowanych ideałów (bo dziwni ludzie, bo profesorowie niemili, bo zajęcia nudne, bo za dużo ludzi na wykładach, bo za zimno, bo za daleko), w międzyczasie zmienianie świata.

Wiadomo, nie wszyscy. Powyższe jest podsumowaniem obserwacji i wszelakich rozmów z przeróżnymi ludźmi z ostatnich pięciu lat. Tak jest, przynajmniej tutaj, przynajmniej w tym regionie, przynajmniej na moim uniwersytecie. Przejrzeć się w oczach innych może się czasami na prawdę dowartościować.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s