Rok 2020 oznajmiam rokiem niekupowania niczego

Tak bardzo chciałam zasiąść jeszcze wczoraj do komputera i  coś tu napisać. Przygotowywałam się do tego umysłowo dłuższy czas – zbierałam wątki, sentencje, pomysły nabierały kształtu. Chyba konsumuję za dużo mediów społecznościowych, w szczególności Instagrama – przyznaję się, mój mózg najlepiej trawi obrazki i treści o długości jednego tweeta, no może jeszcze odpowiedzi nań. To niedobrze, kiedyś całkiem dobrze mi szło w formę dłuższą.

To samo z czytaniem. Trudniej mi się skupić na – hm, jakby to ująć – książce z prawdziwego zdarzenia, na przykład Hanna Krall i jej zbiór reportaży, powieść Osieckiej, książka o współczesnym kapitalizmie “To nie jest kraj dla pracowników” i żadna książka po niemiecku. Wymienionych zostało tylko kilka, które przewinęły się ostatnio przez mój stolik czytelniczy. Ciężko mi się skupić na ich treści i równie ciężko mi przez nie przebrnąć. Może to ogłupienie instagramowe, a może też dorosłość? Mam na myśli to, że kiedyś, w wieku szesnastu czy dwudziestu lat, mało się jednak miało do roboty i wiele rzeczy praktyczno-codziennych nie było naszym zmartwieniem, można więc było całymi dniami się mościć na rozkładanym tapczanie, tapicerkę do którego wybrało się jako dziecko i ten kolor deczko jaskrawy, i czytać ową książkę aż do wieczora. Teraz jednak ma się na głowie parę innych rzeczy, praktycznych i nie, parę zmartwień, parę spotkań, wizyt i obowiązków, a więc rzadko zdarzają się sytuację, kiedy można poświęcić cały dzień na czytanie. U mnie jest to też tak, że jeżeli już poświęcę kilka godzin na czytanie to nie mogę się skupić, bo myślę o owych rzeczach, spotkaniach, wizytach… Kiepsko u mnie z uważnością.

No i tak bardzo chciałam wczoraj zasiąść do tego komputera, bo wczoraj sylwester i ostatni dzień roku, więc trzeba, podsumować, zamknąć, odłożyć na miejsce. Tak naprawdę tegoroczny sylwester w ogóle mnie nie zainteresował. Zignorowałam jego obecność, ale to tak absolutnie. Nie z premedytacją, po prostu podświadomie zrozumiałam, że to nic dla mnie nie znaczy. Zdarzały się już końce roku, kiedy płakałam, bo nie miałam, dokąd pójść na imprezę, a wszyscy inni się gdzieś wybierali. Zdarzały się domówki, zdarzało się oglądanie głupich filmów po północy, randka we dwoje, deska serów, wino i antipasti. Zawsze starałam się jednak jakoś uczcić tego sylwestra, mimo że głównie spędzałam go w domu. W tym roku jednak nic – nie było szampana, wina ani żadnego innego alkoholu, nie było przekąsek, paluszków rybnych ani z mozzarelli. Czytałam. Czytałam do 23, po czym poszłam spać i zasnęłam, a godzinę później zbudziły mnie fajerwerki.

Nadchodzący, a właściwie obecny już, rok 2020 oznajmiam rokiem niekupowania niczego. 

Chodzi przede wszystkim o rzeczy materialne, czyli te, które de facto, po osiągnięciu pewnych ilości, są zbędne. Ubrania, kosmetyki kolorowe, buty, biżuteria.

Za bardzo skupiałam się na tych trzech kategoriach. Konsumowałam treści reklamowe, również te instagramowe, które zasiewały pewne ziarenko, które kiełkowało w mojej podświadomości po to, by rozkwitnąć wieczorami lub po wkurwiającym dniu w pracy.

Nie będę.

Mam zapasy wszystkiego. Ubrania starczyłyby mi chyba już do końca życia. Kosmetyki kolorowe na przynajmniej dwa lata. Buty.

Dozwolone są: 

  •  przeróbki ubrań u krawcowej 
  •  bielizna i rajstopy (choć i tu całkiem pokaźny zapas) 
  •  naprawa i pielęgnacja obuwia 
  •  kosmetyki do włosów i ciała 
  • książki, czasopisma, gazety 

Zobaczymy, jak mi się to uda. Chciałabym zrzucić z siebie ten ciężar materializmu. Nieustanne kupowanie rzeczy i związany z tym stres, który powoduje ciągłe podejmowanie decyzji. Ten mały stres związany z zamówieniem czegoś w internecie – że wybierasz kolor i rozmiar, choć nigdy nie wiadomo, można trafić źle i co wtedy. Że potem się na to czeka, a czekać nikt nie lubi. Że nie będzie cię w domu, gdy paczka dotrze, więc trzeba iść na pocztę, a czy się zdąży jeszcze po pracy? Że jeśli dana rzecz pasuje i chcemy ją zostawić, to trzeba zapłacić, zrobić ten przelew. Małe rzeczy na codziennej liście zadań. Małe stresy. W zupełności niepotrzebne. Tego chcę się pozbyć. Zaczynam od dzisiaj.

2 thoughts on “Rok 2020 oznajmiam rokiem niekupowania niczego

  1. Dobrze zobaczyć post niemalże opisujący moje przemyślenia. Szafa pękająca w szwach, kilkadziesiąt par butów, cały koszyk perfum – to moje przypadłości. Od kilku lat prowadzę arkusz z moimi ‘outfitami’, dzień po dniu. Kupowanie głównie przez internet pozwoliło mi niedawno na uzupełnienie go o ceny większości z tych rzeczy i finalnie, obliczenie kosztu na jedno założenie. No i oczywiście sumarycznej kwoty. Rok do roku rośnie liczba rzeczy, które kupowałam. Rok do roku w zatrważającym tempie rośnie kwota, którą na nie wydawałam. Idź w jakość, mówią influencerki. I poszłam. Zapomniałam tylko ograniczyć przy tym ilość. Łatwo się usprawiedliwić, skoro przecież ‘buduję moją garderobę’, ‘poszukuję własnego stylu’, ‘inwestuję w jakość’, skoro wybieram wełniany płaszcz zamiast poliamidu albo wiskozowo-jedwabną sukienkę zamiast poliestrowej, to chyba słusznie robię, że je kupuję, prawda? Siódmy zimowy wełniany płaszcz i bagatela, pięćdziesiątą sukienkę.
    Pora powiedzieć dość. Jeszcze nie do końca uświadamiam sobie ten psychiczny ciężar kupowania, posiadania i mikrodecyzji, o których piszesz. Na razie pobudki są czysto rozumowe – że chyba jednak jest tego za dużo.
    Moje postanowienie to na razie kwartał bez kupowania ubrań. Jestem ciekawa swojej reakcji na tę sytuację, jak bardzo będzie mi brakowało tej zakupowej radości, tego wyszukiwania rzeczy odpowiadającej mojej projekcji w głowie; projekcji, która przecież nie jest moja, tylko jest mariażem setek wpływów, ‘inspiracji’, bombardujących mnie w internecie. Czy zacznę tworzyć wishlistę, a jeśli tak, to czy w kwietniu mniej lub bardziej kompulsywnie ją zrealizuję, czy też wręcz przeciwnie – pozwoli mi ona spojrzeć na moje potrzeby z dystansem i ocenić je jako zbędne.
    Myślę, że to będzie cenne doświadczenie, może wstęp do czegoś nowego. Rok – to jeszcze większe pole do obserwacji siebie samej.

    PS. Czy pisząc o niekupowaniu książek, a zwłaszcza gazet/czasopism, masz na myśli tylko ich wersje fizyczne? Czy z elektronicznych też rezygnujesz?

    Like

    1. U mnie zdarzyło się dokładnie to samo – kupowaniem rzeczy dobrej jakości chciałam sobie poniekąd usprawiedliwić ilość kupowanych rzeczy. Teraz mam szafę pełną rzeczy tak dobrej jakości, że chyba – nie przesadzam – starczyłyby mi one do końca życia.

      Książki, czasopisma i gazety są dozwolone w trakcie mojego “odwyku”. Chciałabym je też trochę ograniczyć, bo zdarza mi się wpaść do kiosku i kupić naręcze gazet i czasopism, potem zahaczyć o empik i kupić stosik książek, co znowu usprawiedliwiam sobie tym, że przecież dobrze kupować książki, wspomagam wydawnictwa, no i się kształcę… Wolę postawić na jakość, a nie na ilość, przeczytać dany magazyn lub książkę tak naprawdę, ze zrozumieniem i refleksją, a nie po prostu przekartkować.

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s