comments 2

Mam taki pomysł

Może byśmy tak zaczęli rok 2020 jeszcze raz, zupełnie od początku? Wykasujemy minione dwa miesiące i wszystko, co się wydarzyło, zostawimy aktualną pogodę, dłuższe dni (o 6:15 rano robi się jasno!) i zaczniemy jeszcze raz, co?

Postanowiłam sobie pierwszego stycznia, że w nadchodzącym roku nie będę nic kupować. No więc tak… Pierwszy dzień nowego roku ma w sobie ten pewien rodzaj magii, kiedy wszystko nam się wydaje możliwe, oczywiście, jeśli jesteśmy trzeźwi. Jest ta biała kartka, niezapisana strona. Jak nowy rok szkolny i zaczynanie nowego zeszytu. Pierwszego stycznia łatwo się snuje plany. Większość ludzi ma wolne, spędza się czas z rodziną, można się wynudzić na śmierć, wjeżdża ten Kevin i paczka chipsów, można wstać rano i odpieprzyć się w białą bluzkę, a potem spędzić cały dzień na kanapie i przy stole. Jest w tym jakaś komiczność. Gdy już powrócimy z wszelkich wyjazdów, kiedy na dodatek wymęczą nas jeszcze koleje państwowe, niech to będzie i Deutsche Bahn i zawitamy z powrotem na własnych włościach, wstawimy jedno pranie i zaczniemy sobie myśleć o przyszłości to tak prosto sobie zarzucić paroma takimi postanowieniami. Ale wiadomo, że od postanowienia do zrealizowania go jest bardzo długa droga.

U mnie ta droga trwała właśnie minione dwa miesiące.

Tak się złożyło, że miałam cały styczeń wolny. Byłam w trakcie zmieniania pracy, konkretnie na wypowiedzeniu. Miałam więc dużo czasu dla siebie. To były moje wakacje po maturze i wszystkie przerwy międzysemestralne. To były dni wolne od wykładów, to były popołudnia w dniach, kiedy w planie był tylko jeden wykład i to na ósmą. To były wszystkie ferie i okienka, kiedy inni mieli wolne i byczyli się brzuchem do góry, a ja miałam pracę. Nie tam jakaś nie wiadomo jaką pracę przez duże „p“, po prostu jakąś pracę zarobkową. Dorobkową. Job.

W styczniu, gdy cały świat budził się z letargu poświątecznego, ja byłam w domu. Kiedy cała ludzkość z bólem ignorowała swój naturalny rytm biologiczny wstając w środku nocy do pracy i funkcjonując, jak gdyby nigdy nic, jakby właśnie nie był środek zimy – ja byłam w domu. Miałam wakacje od życia, wakacje od myślenia. Czasem towarzyszy mi wrażenie, że ostatnie lata, szczególnie lata edukacji wyższej, przeżyłam niejako z rozpędu. Zdecydowałam się na coś, co trwało kilka lat i nie zastanawiałam się w międzyczasie, dlaczego to robię i właściwie po co. Tak samo zaczęłam pracę niejako w zawodzie. Z rozpędu przepracowałam trzy lata w jednym miejscu, nie zastanawiając się, czy chcę, czy mi się podoba, czy są perspektywy. W styczniu wzięłam sobie niejako to wolne, żeby się nad sobą zastanowić. To śmieszne, ale moi rodzice często mówili do mnie ten nieśmiertelny rodzicielski frazes „dziecko, zastanów się nad sobą“ – a ja jeszcze nigdy się dobrze nie zastanowiłam, wiesz o co chodzi?

W styczniu bardzo dużo rzeczy mi się wyklarowało. Okazuje się, że na wszelkie bolączki i znaki zapytania w życiu potrzebny jest po prostu święty spokój i czas. Wyspać się, wstać, ubrać, zjeść śniadanie, zmyć talerzyk i kubek, przewietrzyć mieszkanie. Życie. Doszłam z samą sobą do porządku i zaczęłam robić sobie update życiowy. Wewnętrzny i zewnętrzny. Poczyniłam drobne zmiany w wyglądzie mieszkania, bo znowu – większość to tanie meble przywleczone jeszcze z czasów studenckich. Bagaż minionych lat. Zmieniły się potrzeby – teraz doszłam do wniosku, że przydałby się duży, porządny stół. Drobne meble ułatwiające codzienne życie. Żeby przy zakładaniu butów było gdzie przycupnąć, a przy wejściu do domu odłożyć klucze. Drobne zmiany w wyglądzie, porządek w szafce z kosmetykami do makijażu, porządek w regale z książkami. Tu też bagaż minionych lat – ksiażki, które się nie do końca spodobały, będące nieudanym prezentem, dziwne albumy i kompilacje, które niekoniecznie interesują. Biblioteczka została znacznie odchudzona. Podobnie garderoba. Ubrania, które już nie pasują lub nie uszczęśliwiają, które po prostu są i zajmują miejsce. Skupiłam się na uniwersalizacji mojej szafy, to znaczy mieć ubrania na każdą okazję i porę roku. Co z tego że mam frywolne letnie białe bluzki, skoro marznę w nich przez większą część roku?

Wszystkie te zmiany wymagały drobnych zakupów, dlatego nie było mowy o moim postanowieniu niekupowania niczego.

Teraz jestem gotowa. Teraz przeprowadziłam już aktualizację i można bezpiecznie wyłączyć komputer. Mam poczucie, że mam uzupełnione mieszkanie przyjazne swoim mieszkańcom, garderobę, regał z książkami, pracę i życie ogólnie. Posprzątane, wywietrzone i tak można teraz mieszkać, tak można przeżyć najbliższą dekadę.

Filed under: Życie

About the Author

Veröffentlicht von

Planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

2 Comments

  1. Ja już pierwszego stycznia miałam poczucie, że ten rok się nie uda, że coś jest nie tak. Lawina niefortunnych zdarzeń ruszyła w styczniu, a teraz… wcale nie jest lepiej. Mam jednak nadzieję, że to się w końcu zmieni, poprawi.
    Postanowienie o niekupowaniu powinno wejść w moje życie, ale jak to zrobić, gdy ma się mieszkanie do remontu?

    Gefällt mir

Kommentar verfassen

Trage deine Daten unten ein oder klicke ein Icon um dich einzuloggen:

WordPress.com-Logo

Du kommentierst mit Deinem WordPress.com-Konto. Abmelden /  Ändern )

Google Foto

Du kommentierst mit Deinem Google-Konto. Abmelden /  Ändern )

Twitter-Bild

Du kommentierst mit Deinem Twitter-Konto. Abmelden /  Ändern )

Facebook-Foto

Du kommentierst mit Deinem Facebook-Konto. Abmelden /  Ändern )

Verbinde mit %s