Co przeczytałam w tym roku

Jak się mówi, jeśli skończyłam audiobooka? Wysłuchałam książkę? Przesłucham? Przeczytałam, mimo wszystko?

Była to pozycja “Sapiens. Od zwierząt do bogów” Yuval Noah Harariego. Absolutnie polecam! Nie będę nawet próbować popełnić tutaj pseudoprofesjonalnej recenzji. Powiem tylko, że mi jako osobie, która wszystko analizuje aż do bólu, szuka powiązań a czasem także drugiego dna, ta książka wiele rozjaśnia, a przede wszystkim porządkuje. Nie jesteśmy wcale tacy szczególni, jak by nam się to wydawało.

W tym roku ogólnie planowałam prowadzić rejestr przeczytanych książek, ale… hm, nie udało mi się.

Pamiętam tylko, że pierwszą książką była biografia Michelle Obamy w oryginale, która dużo wniosła i trochę nastawiła na nadchodzący rok. Tak, w styczniu jeszcze snułam plany i dużo sobie wyobrażałam.

Była też “Płuczki” o szukaniu żydowskiego złota, którą zaczęłam czytać z przypadku, to znaczy jechałam pociągiem, było duszno, byłam za ciepło ubrana, przede mną jeszcze długa droga, a ja już miałam dosyć. Pierwsze strony i rozdziały czytały się niczym jakaś baśń, myślałam, że zaraz wyskoczy niedobra babajaga i baśń się skończy. Mniej więcej tak abstrakcyjna jest opowieść o Polakach, którzy chodzili na tereny po obozach koncentrancyjnych, rozkopowywali zbiorowe mogiły, żeby dobrać się do rzekomych skarbów pochowanych wraz z ofiarami. Czaicie to?

Najbardziej w pamięci zapadła mi scena, kiedy miejscowa ludność zajęta była akurat kopaniem, wtem przyszła milicja, która niby to trochę kontrolowała i przeganiała ludzi, ale nie do końca, na co jeden z lokalnych mężczyzn odrąbał głowę i uciekał z nią pod pazuchą, bo – wiadomo – mogły się w niej znajdować złote zęby, w uszach złota biżuteria i inne kosztowności. A nuż widelec, jak nie, to co z tego…

Książka o domach na Śląsku, bardzo dobra. W równych proporcjach przenika się architektura, historia i kultura.

Ponadto zaczęłam czytać kilka kolejnych książek, których nie skończyłam. Nie mogłam przez nie przebrnąć. Męczyłam się strasznie już od pierwszych rozdziałów. Pierwotnie chciałam je skończyć mimo wszystko, wszak być może zawiera ona coś, co muszę wiedzieć. Może to akurat ta jedna jedyna książka, którą warto przeczytać, by potem nazywać w towarzystwie wymieniać autora z nazwiska i z rozochoceniem mówić “no, no”?

Wyznaję jednak zasadę w życiu, że nie warto kończyć nudnych książek. Nie dojadać rzeczy, które nam nie smakują. Nie pić za mocnej czy za słabej kawy. Niedobrego wina. Nie nosić spodni, które cisną w brzuch. Koszuli rozchodzącej się w biuście. Nie zapuszczać włosów, gdy nie grzeszą objętością. Wyjść z kina z banalnego seansu (lub zasnąć). Nie uprawiać sztuki dla sztuki.

Tą samą zasadą potraktowałam moją biblioteczkę. Dotychczas miałam trzy regały Billy ustawione obok siebie. Przyszłościowo planowałam dostawić kolejne, tak żeby całą ścianę pokrywały książki. Podobają mi się ich kolorowe grzbiety w mieszkaniu, to najładniejsza dekoracja, tak szlachetna i prawdziwa. Z czasem stwierdziłam jednak, że większość z nich to przypadkowe pozycje przytargane jeszcze z domu rodziców, nie wszystkie o specjalnej wartości, nawet niekoniecznie sentymentalnej. Pozbyłam się większości z nich i ostałam się z jednym zwykłym drewnianym regałem.

W ciągu tych ostatnich dziwnych tygodni zaczęłam czytać niektóre książki po raz kolejny, żeby sprawdzić, czy mi się jeszcze podobają i czy zagrzeją miejsce w moim regale. To ważne sobie tak zaktualizować życie. Co innego czytałam jak miałam 15 lat, co innego teraz. Nawet jeśli dostałam ładnie wydaną książkę na święta, to muszę ją trzymać do końca życia, tylko dlatego że to papier w okładce? Należę do tych ludzi, którzy traktują książkę też jako makulaturę, więc niektóre wyrzucam po prostu do śmieci, jeżeli wiem, że nikt nie będzie nimi zainteresowany.

Niedawno przeczytałam “Granicę” Zofii Nałkowskiej, która dotarła do mnie zupełnie inaczej niż w drugiej liceum, kiedy to przerabialiśmy ją jako lekturę. Piękna książka, swoją drogą. Pełna cytatów, w sam raz na tumblr. Jako że została wydana po raz pierwszy w 1935 roku, a niektórzy jej bohaterowie są biedni i mają trudne warunki mieszkaniowe, tak to ujmijmy, jako lekturę uzupełniającą zajrzałam też do “13 pięter” Filipa Springera, gdzie na początku czytamy o problemach mieszkaniowych młodej Polski w latach dwudziestych i trzydziestych XIX wieku. Potem przeszłam gładko do “Szpetnych czterdziestoletnych” Agnieszki Osieckiej, która to wspomina lata 50. i dalej. Taka to najnowsza historia Polski.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s