Piątek, pierwszego maja

To zadziwiające, że nawet jeśli od dwóch miesięcy nie chodzę do pracy, nadal funkcjonuję w tym rytmie wytyczonym przez pracę. Od poniedziałku do piątku, od 8 do 16, weekendy wolne.

W tygodniu budzę się zazwyczaj o 6:11. Nie wiem, dlaczego, ale to jakaś magiczna godzina. Dzień w dzień 6:11. Nie nastawiając budzika.

Dzisiaj jest dzień wolny, więc wyspałam się i zbudziłam się krótko przed ósmą. Dlaczego tak jest? Przecież mój organizm nie wie, czy jest wolne, nie interesują go weekendy, bo weekendem jest każdy dzień od początku marca.

Przedziwny był ten kwiecień. Kwiecień, który niejako w ogóle się nie odbył. Wiadomo, nie chodziłam do pracy, nie planowałam wyjazdów ani spendów, nie trzeba było się na nic umawiać, zaglądać w kalendarz, więc nie spostrzegłam tych dni. Żyłam niczym zbieracze-łowcy, jak to mówi Harari. Wschody i zachody słońca. Pory roku.

A dzisiaj nagle nastał maj.

Rano zaraz po przebudzeniu otwieram okna na oścież, a potem zaczynam czytać. W zupełnej ciszy. Zazwyczaj funkcjonuję z jakąkolwiek muzyką w tle, inaczej czuję się nieswojo, ale nie rankiem. Lubię te poranki bez technologii. Żadnych kwadratowych obrazków na Instagramie, żadnych pasków breaking news w telewizji, jingle w radiu. Uspokaja mnie to i nastraja na cały dzień. Myślę sobie, że trzeba karmić i organizm, i mózg. W równych proporcjach.

Na samym początku całego tego dziwnego okresu myślałam sobie, że będę czytać książki. W dnie, kiedy byłam wyjątkowo sfrustrowana moją obecną pracą, fantazjowałam o ludziach, którzy nie muszą pracować, którzy w tym świecie zaczynającym się codzień o ósmej rano nie uczestniczą – myślałam wtedy głównie o emerytach i młodych matkach.

Staruszkowie ze Świnoujścia. Niektórzy jeżdżą rowerem o 4 rano na działkę, żeby spędzić tam cały dzień. Niektórzy chodzą codziennie punkt o 9 rano na zakupy. I drugi raz po obiedzie na długi spacer, oboje dobrze po osiemdziesiątce. Wszyscy ci ludzie, którzy nic nie muszą, wszystko mogą. Żyją w tej małej społeczności, gdzie ludzi zna się z imienia, nazwiska i życiorysu. Na plażę nie chodzą, bez przesady. O nich myślę sobie często, gdy stoję na chłodnym peronie o 6:45 i nieświadomie wychylam się wraz z całą gromadą innych pasażerów, jak gdyby to wyglądanie za pociągiem miało przyspieszyć jego przybycie.

Młode matki. Te ze Świnoujścia, a po części te z Lipska. Mieszkające w pięknym mieszkaniu od wschodu, od samego rana zlane słońcem. Spacery po parkach zdrojowych i wzdłuż promenady. Nic nie muszą. Muszą tylko wyjść na spacer około 10 rano. Nie mam doświadczenia w owej dziedzinie, ale naiwnie wydaje mi się, że obowiązkowy spacer przedpołudniem jest raczej czymś przyjemnym, czyż nie? Jest taki wtorek, wszyscy albo w korku albo na dziwnym spendzie w pracy, u mnie na zajęciach na przykład ludzie mi już trzaskają drzwiami i drą mordę, a ty w parku Zdrojowym. Ogrodnicy miejscy sadzą kwiatki w kształcie rozety.

Teraz niespodziewanie doczekałam takiego czasu, a przynajmniej mam okazję go skosztować. I oczywiście, wcale nie jest tak, jak sobie to wyobrażałam. Oczywiście, miło jest przespacerować się przed południem, kiedy to owy spacer urasta do najważniejszego wydarzenia danego dnia, ale trwa to tydzień. Dwa jeszcze okej, taki rytm urlopowy. Ale dwa miesiące?

Owy czas był/jest dla mnie o tyle niespokojny, że trochę trudno mi czytać książki. Boję się tego spokoju. Nie mogę się skoncentrować, po kilku minutach nie wiem, co czytam. Pierwsze dni i tygodnie minęły mi na oglądaniu seriali, głównie Gilmore Girls. Chciałam wtopić się w życie innych ludzi. Szczególnie Gilmore Girls przypomina mi trochę moje dzieciństwo w małej miejscowości, a z resztą ten początek XXI wieku to taki nostalgiczny już okres. Jak jeszcze wszystko było w porządku.

Z czasem nabrałam spokoju lub zobojętniałam, nie potrafię tego jednoznacznie zinterpretować. Znów czytam książki, i to nie audiobooki. Siedzę w ciszy i czytam. Teraz mnie to nie stresuje, teraz się nie boję. Ma to zapewne coś wspólnego z tym, że na ulicach jest większy ruch, trochę więcej aut, świat już nie jest tak przejmująco pusty jak jeszcze miesiąc temu.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s