Niedziela (w środę)

Znów jest niedziela, a ja znów jestem w pociągu. Choć zdarzają mi się one o wiele rzadziej. Niedziele wolę spokojne, nie te podzielone na pół, gdzie aktywnie można przeżyć tylko pół dnia, bo wczesnym popołudniem trzeba jechać na dworzec. I jechać dalej, tyle że pociągiem, całkiem przyjemnym, klimatyzowanym i owszem, bardzo dziękuję.

Mija nieco ponad godzina i mijamy most na Odrze, który stanowi granicę, której niby nie widać, niby nie odczuwamy, a jednak jest. Ostatnio przypomnieliśmy sobie o niej przy pandemii, jak została na długie, bolesne tygodnie zamknięta. O jej ponownym otwarciu dowiedziałam się, jak i z resztą polskie media też, od marszałka landu Brandenburg. To on pierwszy wyraził radość z ponownego otwarcia granicy i że to ważne, że integracja, że się przenika. Premier Morawiecki nie miał chyba czasu albo stwierdził, że to drobiazg. Wszak miał zakasane rękawy i w pocie czoła walczył z pandemią. Walczył, walczył i zwalczył, non?

Jestem świeżo po lekturze książki “Als der Osten noch Heimat war”. To całkiem miła, kompaktowa pozycja kupiona w księgarni w Heringsdorfie. Tam, wśród innych zwyczajowych pozycji typu kalendarze, krótkie romanse w sam raz na tygodniowy urlop, kolorowanki dla dzieci i albumy ze zdjęciami wyspa Uznam z lotu ptaka, znajdują się też książki o Prusach, o utraconych terenach, uchodźcach niemieckich i bolesnych doświadczeniach wojny (z niemieckiej perspektywy).

Ten dopisek w nawiasie jest tu jednak ważny, bo my w Polsce perspektywę mamy nieco inną. Zawsze miałam wrażenie, że to wieczne uczenie się o Mezopotamii i rok szkolny kończący się tuż przed rozpoczęciem nowego podręcznika, w którym wreszcie było o drugiej wojnie światowej, to cel, jakiś zamiar, świadome działanie. Wiecznie ten starożytny Egipt, średniowieczni królowie, ich dziwne przydomki i bezsensowne bitwy. Najnowsza historia Polski i Europy to w związku z tym moje hobby od ładnych paru lat. Mam wrażenie, że muszę to nadrobić, że muszę to po prostu wiedzieć. Jak można żyć i stąpać po tej ziemi (w Świno), jak można jeździć pociągiem przez granicę na Odrze i nie wiedzieć?

To doprawdy surrealne uczucie czytać o miejscowościach, w których byłam jako dziecko, w których wychowywała się nawet moja mama, w których dziadek miał dom, a jak zmarł to – czytać o tym wszystkim jak o niemieckich miejscowościach. I że prezydent Rzeszy Paul von Hindenburg cieszył się popularnością w Prusach i prowadząc kampanię polityczną odwiedzał też małe wioski i miasteczka. I tak zawitał oto także do dzisiejszego Gostynia, gdzie przyjmowano go z najwyższymi honorami, a kto miał zakładał na głowę czapkę z pickelhaube.

Kolejna pozycja w mojej biblioteczce: “Als die Deutschen weg waren”.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s